piątek, 27 grudnia 2013

Perogi z kaszą gryczaną

Zachciało mi się ostatnio pierogów. Spojrzałem co mam już na blogu i postanowiłem przygotować takie z kaszą gryczaną. Mogą one być też fajnym zastępstwem dla świątecznych pierogów z kapusta i grzybami. Z przepisu jaki Wam dzisiaj zaprezentuję wyszło około 40 pierogów. Rozeszły się w ciągu kilku godzin. Co znaczy, że były smaczne. To chyba najlepszy komplement dla mnie jak to co przygotowuję tak szybko znika. Sprawdźcie jak będzie w Waszych domach.

Składniki:
Na ciasto:
500 gram mąki pszennej Lubella do pierogów
200 ml ciepłej wody
1 jajko

Na farsz:
1 duża cebula
300 gram tłustego sera białego
300 gram ugotowanej na sypko kaszy gryczanej
1 łyżeczka majeranku
1 łyżka oliwy z oliwek
sól i pieprz do smaku


Przygotowanie:
Ciasto:
Mąkę przesiewamy na stolnicę. Robimy w niej wglębienie i wlewamy wodę oraz wbijamy jajko. Szybko zagniatamy ciasto. Trzeba trochę siły żeby dobrze połączyć wszystkie skłądniki. Jeśli jest za kleiste warto mieć pod ręką trochę mąki do podsypywania. Gotowe ciasto odkłądamy na bok i przykrywamy ściereczką. Powinno poleżeć tak z 10 minut.

Farsz:
Ugotowaną na sypko kasze gryczaną przesypujemy do miski i dodajemy rozdrobniony widelcem ser biały. W między czasie na oleju podsmażamy na złocisty kolor posiekaną w kosteczkę cebulę. Studzimy i dodajemy do miski z kaszą i serem. Wsypujemy majeranke i dolewamy oliwę z oliwek. Wyrabiamy ręką na jednolitą masę.

Ciasto wałkujemy na stolnicy i wykrwamy kułeczka szklanką lub kieliszkiem. Nakłądamy farsz na środek kułeczek i zlepiamy przeciwległe rogi. Gotowe pierogi gotujemy w osolonej wodzie  odrobiną oliwy. Gotoujemy do ich wypłynięcia na powierzchnię.

Smacznego :)



wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt

Dzisiaj nie będzie przepisu czy recenzji. Dzisiaj chcę się skupić na świętach. Moje zawsze są bardzo rodzinne. Przeważnie spędzamy je u mojej babci. Cały dom pachnie makiem, pomarńczami, rybą oraz kompotem z suszu. Pamiętam te zapach jeszcze z dzieciństwa. Wtedy te święta były dla mnie zawsze bardzo magiczne. Wszyscy byli dla siebie mili, uśmiechali się i razem przy jednym stole kolędowali. W obecnym świecie ciągle gdzieś biegniemy i trochę tą magię dzieciństwa zatraciliśmy. Życzę Wam zatem aby dzisiaj przy wspólnym stole się ona pojawiła. Niech ten czas będzie spokojny i spędzony w rodzinnym gronie. Niech nigdy nie zabraknie Wam inspiracji do tworzenia smakowitych potraw. Jednym słowem kochani WESOŁYCH ŚWIĄT!

Życzy oczywiście gtoujący mężczyzna :)


sobota, 21 grudnia 2013

Sałatka z makaronem i serem pecorino

Ostatnio przeglądając swoją szafkę z makaronami znalazłem jeden, który idealnie nadaje się do sałatek. A chodzi o małe kokardki. Zacząłem myśleć z czym by mi się to komponowało. W lodówce znalazłem jeszcze resztki sera pecorino jaki przywiozłem z Toskanii. Stwierdziłem, a co tam dodam go do sałatki. Jak puzzle, w mojej głowie zaczął układać się cały koncept na tą smakowitą sałatkę. Czasem tak mam, że siedzę i o czymś myślę, po czym nagle wpada mi pomysł na jakieś fajne danie. Czasem zainspiruje mnie jakiś produkt, a innym razem znajdę inspirację w gazecie, książce czy rozmowie ze znajomymi bądź rodziną. Ale wróćmy do sałatki.

Składniki:
połowa opakowania makaronu kokardki małe nr 27 od Lubelli
250 gram sera pecorino
opakowanie roszponki
opakowanie kukurydzy w zalewie
6 pomidorków koktajlowych
2 pomidory suszone w zalewie olejowej

Na dressing:
4 łyżki oliwy z oliwek
pół łyżeczki bazylii
pół łyżeczki oregano
1,5 łyżeczki octu winnego Kamis



Przygotowanie:
Ser pecorino kroimy w kostkę. Pomidorki koktajlowe kroimy w ćwiartki. Pomidory suszone kroimy w bardzo drobną kosteczkę. Makaron gotujemy al dente według instrukcji producenta znajdującej się na opakowaniu. Ugotowany makaron studzimy i mieszamy go w misce razem z roszponką, pokrojonym serem pecorino, kukurydzą, pomidorkami koktajlowymi oraz pomidorami suszonymi.
Dressing:
W szklance mieszamy ocet wrz z oliwą z oliwek. Dodajemy bazylię i oregano i jeszcze raz energicznie mieszamy. Polewamy sałatkę i mieszamy ją dla połączenia jej składników z dressingiem.

Smacznego :)



czwartek, 19 grudnia 2013

Sałatka z kiełkami fasoli Mung

Mam takie dni kiedy nie chce mi się gotować. Nie mam wtedy siły na poszukiwanie inspiracji czy też tworzenie całkiem nowych połączeń. Wtedy zawsze przygotowuję jakąś sałatkę. Moje sałatki z reguły są proste i łatwo je się przygotowuje. Ważne aby były smaczne i nie przesadzić z ilością składników. Jak wiadomo co za dużo, to nie zdrowo. Tej zasady zawsze się trzymam i jak dotąd się na niej nie zawiodłem. A smak sałatki, cóż oceńcie sami. :)

Składniki:
1 puszka kiełków fasoli Mung w zalewie od Bonduelle
1 opakowanie sera feta
8 pomidorków koktajlowych
opakowanie roszponki
2 kromki pełnoziarnistego chleba
2 łyżki masła do smażenia
sos balsamiczny do polania



Przygotowanie:
Kromki chleba kroimy w kosteczkę i podsmażamy na masełku tworząc w en sposób grzanki. Fetę kroimy również drobną kosteczkę. Na talerzu rozkładamy równomiernie roszponkę. Na niej układamy odsączone z zalewy kiełki fasoli Mung. Pomidorki koktajlowe kroimy w ćwiartki i układamy na roszponce i kiełkach. Podobnie rozkładamy pokrojoną fetę oraz grzanki. Całość polewamy sosem balsamicznym.

Smacznego :)

środa, 18 grudnia 2013

Krem z buraków, jabłek i suszonych śliwek

W tym roku stwierdziłe, że chciałbym spróbować czegoś innego niż barszcze czerwony z uszkami. Inspiracji szukałem dobre 2 tygdonie. W końcu w moje ręce trafiło najnowsze wydanie gazey "Moje Gotowanie". Przeglądając przepisy na jednej ze stron znalazłem właśnie taki krem. Zaciekawił mnie smak i stwoerdziłem, że to jest to. Jednak trochę zmodyfikowałem orginał i dodałem kilka małych akcentów od siebie. Nie jestem zwolennikiem korzystania z gotowych przepisów. Zawsze muszę coś wcisnąć od siebie. No to jak dacie się namówić? ;)

Składniki:
3 średniej wielkości kwaśne jabłka
9 wędzonych śliwek bez pestek
skórka otarta z jednej pomarańczy
1 kg buraków
łyżka suszonego rozmarynu
łyżeczka gałki muszkatołowej
łyżeczka suszonego lubczyku
łyżeczka cynamonu
1 litr bulionu warzywnego
łyżeczka soli ziołowej
łyżeczka pieprzu białego
łyżka octu balsamicznego
jogurt grecki do dekoracji


Przygotowanie:
Buraki porządnie myjemy i zawijamy w folię aluminiową. Wstawiamy je do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczmy do miękkości. Po wyjęciu z piekarnika studzimy i obieramy ze skórki. Kroimy w średniej wielkości kwadraciki.
Jabłka obieramy i wycinamy gniazda nasienne. Kroimy, podobnie jak buraki, w średniej wielkości kwadraciki. Buraki i jabłka wkładamy do garnak, dodajemy śliwki i zalewamy ciepłym bulionem warzywnym. Gotujemy 5 minut. Po tym czasie dodajemy suszony rozmaryn, gałkę muszkatołową, suszony lubczyk, cynamon, sól ziołową, pieprz biały i porzadnie wszytko mieszamy. Gotujemy pod przykryciem około 25 minut. Gdy jabłka zaczną się rozpadać czas zblendować nasz krem. Gdy już powstanie gładka konsystencja dodajemy łyżkę octu balsamicznego. Podajemy z kleksem jogurtu greckiego.

Smacznego :)



wtorek, 17 grudnia 2013

Jajecznica na słodko i śniadaniowe zwyczaje Polaków

Nigdy nie przywiązywałem wagi do śniadań. Zawsze jadam je w pośpiechu lub często zupełnie o nich zapominam. Jednak okazało się, że aż 91% Polaków jada śniadania codziennie. Poczułem się trochę jak jakiś outsider. Jak to, ja mam być gorszy? Postanowiłem wprowadzić rygor i zacząć jeść śniadania codziennie. Bo przecież to najważniejszy posiłek dnia. Poszedłem nawet o krok dalej. Stwierdziłem, że chciałbym jadać zdrowe i pełne witamin śniadania. Takie, które dadzą mi dużo energii na poranny start.

Nie wiem czy wiecie, ale Polacy jedzą dwa śniadania. Jedne to te, które spożywamy od poniedziałku do piątku. Jemy wtedy znacznie mniej warzyw czy owoców. Jednak w weekendy staramy się już być przykładni. Wtedy bardziej dbamy o to, co jemy. Częściej pijemy też soki. Jedna szklanka takiego 100% soku zapewnia jedną z 5 zalecanych dziennych porcji warzyw lub owoców. Co piąty z nas uważa, że sok jest porcją witamin, która najbardziej pasuje do śniadania. No i tak właśnie powstała moja dzisiejsza propozycja śniadaniowa. Trochę inna niż to, co zwykliśmy jadać. Jest pełna energii i witamin, dzięki zawartości orzechów i migdałów. Polecam Wam ją serdecznie.


Składniki:                                                                                
3 jajka
1 łyżka cukru-pudru
2 łyżki płatków migdałów
3 łyżki orzechów laskowych
2 łyżki mleka
pół łyżki masła do smażenia


Przygotowanie:
Jajka wbijamy do miseczki. Dodajemy łyżkę cukru-pudru i lekko ubijamy do połączenia składników. Orzechy laskowe mocno rozdrabniamy w moździerzu. Na patelni rozpuszczamy masełko i wrzucamy migdały i orzechy. Podsmażamy je przez około 2 minuty. Po tym czasie na patelnię wlewamy jajka i mieszając przygotowujemy jajecznicę. Przekładamy na talerz i opruszamy lekko cukrem pudrem i kilkoma płatkami migdałów.


Smacznego J


P.S. A poniżej możecie zobaczyć jak wyglądają te nasze zwyczaje śniadaniowe. Badanie przeprowadził Instytut ARC Rynek i Opinia dla marki TYMBARK.


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Keks świąteczny

Nigdy wcześnie nie piekłem keksu. Zawsze jednak chciałem to zrobić. Postanowiłem, że w tym roku się odważę i spróbuję się zmierzyć z tym ciastem. Nie miałem jednak dobrego i sprawdzonego przepisu. Pytałem po znajomych, każdy dawał mi jakiś przepis jednak do żadnego nie miałem przekonania. W końcu postanowiłem pójść do źródła moich kulinarnych przygód czyli rodziny. Nie żeby u mnie w domu się nie wiadomo jak gotowało, czy byłaby to jakaś tradycja. Jednak to właśnie patrząc na moją mamę, babcię i ciocię złapałem gdzieś ten bakcyl. No i przepis, który mnie przekonał też znalazłem u mamy. Mam nadzieję, że też tak jak ja spróbujecie zrobić to ciasto i będzie Wam ono smakowało równie dobrze jak mi i moim domownikom.

Składniki:
50 gram orzechów laskowych
100 gram kandyzowanej skórki pomarańczowej
100 gram kandyzowanej limonki
100 gram kandyzowanego ananasa
50 gram kandyzowanych daktyli
2 kieliszki Amaretto
130 gram masła
200 gram cukru
3 jajka
350 gram mąki
pół łyżeczki soli
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
200 ml mleka
bułka tarta i masło do wysmarowania formy


Przygotowanie:
Orzechy i kandyzowane owoce namaczamy w Amaretto przez około godzinę. Masło ubijamy z cukrem i jajkami na jednolitą i puszystą masę. Do gotowej masy dosypujemy powoli mieszając mąkę wraz z sodą, solą i proszkiem do pieczenia. Następnie powoli dolewamy mleka. Cały czas miksujemy na jednolitą masą.
Owoce i orzechy odsączamy z Amaretto o obtaczamy w mące. Wtedy nie osiądą na dnie ciasta. Dopiero teraz dodajemy je do masy i wszystko razem porządnie mieszamy. Ciasto przelewamy do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą formy.
Pieczemy w uprzednio nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez około 60 minut. Do dekoracji możecie użyć ulubioną polewę lub rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladę.

Smacznego :)


sobota, 14 grudnia 2013

Zupa krem z zielonego groszku

Nie przepadam za groszkiem. Jednak wiem, że jest on zdrowy i powinien częściej gościć w mojej diecie. Postanowiłem, że jakoś przełamie moją niechęć i jednak coś z niego przygotuję. Długo myślałem o tym co to ma być. W końcu stanęło na zupie. Poszperałem trochę w swoich zapiskach i znalazłem jeden przepis. Oczywiście zmodyfikowałem go do swoich smaków i gustów. Mam nadzieję, że i Wam zasmakuje. :)

Składniki:
450 gram zielonego groszku (u mnie mrożony)
1 litr bulionu warzywnego
łyżka soli morskiej ziołowej Kamis
pół łyżki pieprzu ziołowego
sok z połowy cytryny
łyżka suszonego cząbru
łyżka suszonego lubczyku
łyżka octu winnego Kamis
120 gram masła
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
3 łyżki śmietany 18%
100 gram startej Mozarelli


Przygotowanie:
Cebulę kroimy w pióra. Czosnek kroimy w drobną kosteczkę. W garnku rozpuszczamy masło i dodajemy cebulę i czosnek. Dusimy pod przykryciem przez 5 minut. Po tym czasie do garnka wrzucamy mrożony gorszek i dolewamy wcześniej przygotowany bulion. Dodajemy łyżkę ziołowej soli morskiej, pół łyżki pieprzu ziołowego, sok z połowy cytryny, łyżkę suszonego cząbru, łyżkę suszonego lubczyku oraz ocet winny. Gotujemy wszystko razem około 20 minut. Kiedy groszek będzie miękki blendujemy zupę na krem. Dodajemy śmietanę, mieszamy i gotujemy przez 5 minut. Jeśli będzie mało słona lub pieprzna możecie doprawić do smaku.
Podajemy z serem mozarella.

Smacznego :)




piątek, 13 grudnia 2013

Rogaliki migdałowe

Święta zawsze kojarzą mi się z zapachem migdałów. Jest on obecny w moim domu jak przygotowuję makowiec. Ten zapach zawsze roznosi się pięknie po całym mieszkaniu. Im go więcej tym bardziej czuję, że nadchodzą najpiękniejsze święta w roku. Postanowiłem więc, że przywołam sobie ten zapach trochę wcześniej niż przy pieczeniu makowca. A najlepiej było to zrobić piekąc wspaniale kruche i maślane rogaliki migdałowe. Idealnie smakują z konfiturą żurawinową oraz dobrą herbatą.

Składniki:
200 gram mąki pszennej
200 gram blanszowanych i mielonych migdałów
200 gram masła
100 gram cukru pudru
1 opakowanie cukru migdałowego
2 żółtka


Przygotowanie:
Masło kroimy w kilka mnniejszych kostek. Dodajemy je do wcześniej wymieszanej z mielonymi migdałami mąki. Do miski wsypujemy również cukier puder oraz cukier migdałowy. Wbijamy dwa żółtka i zaczynamy zagniatać. Tą czynnośc wykonujemy do momentu aż masło idealnie połączy się z resztą składników. Ciasto musi być dobrze wyrobione. Nie może w nim być żadnych grudek masła. Trzeba się do tego przyłożyć.
Kiedy już ciasto będzie gotowe, odrywamy od niego po kawałku i formujemy małe kuleczki. Kuleczki następnie rolujemy na stolnicy na wałeczki. Trzeba tutaj uważać bo jesli zbytnio zrolujemy ciasto to rogaliki nam się rozpadną. Wałeczki zawijamy do siebie tworząc rogaliki. Układamy na wyłożoną papierem do pieczenia balchę i pieczemy około 15 minut w nagrzamy do 180 stopni piekarniku. Po upieczeniu posypujemy cukrem pudrem.
Z przepisu wyszło mi około 35 większych rogalików.

Smacznego :)

czwartek, 12 grudnia 2013

Słodka wycieczka

Niedawno miałem okazję zwiedzić razem z kilkoma innymi blogerkami kulinarnymi, wspaniałą fabrykę czekolady firmy Wawel. Dodam, że dla tej firmy pracuję zawodowo, więc dla mnie nie była to tylko słodka wizyta, ale również i praca. Jednak muszę dodać, że taką pracę to ja lubię!

Aby dotrzeć do fabryki, musieliśmy wyruszyć z częścią naszej grupy wcześnie rano z Warszawy. Jeśli chcecie wiedzieć o której, to dodam, że udało mi się dojechać na miejsce spotkania pierwszym kursem metra. W autobusie na początku było cicho. Kto mógł, ten szukał jeszcze trochę snu. Jednak, gdy za oknem zrobiło się jasno, w naszym busie zaczynała się wrzawa. Wiadomo, blogerki lubią pogadać. Ja w sumie też, no więc było bardzo wesoło.

Chwilę po 9 zawitaliśmy na parking pod wzgórzem Wawelskim. Tutaj czekała kolejna część naszej słodkiej ekipy. No i w autobusiku zrobiło się jeszcze weselej. Uwielbiam te spotkania z blogerkami kulinarnymi. To fantastyczne kobiety. Pełno w nich pozytywnej energii i takiego entuzjastycznego podejścia do życia. Tymczasem ruszyliśmy na spotkanie z czekoladowym światem Wawelu do Dobczyc.


Na miejscu Pan dyrektor zakładu opowiedział nam o historii tego miejsca oraz o samej czekoladzie. Zaraz potem nastąpiła chwila, na którą wszyscy czekaliśmy. Wrota czekoladowego królestwa się otworzyły. No i weszliśmy w świat niezwykłych aromatów. Wcześniej jednak musieliśmy się ubrać w piękne zielone stroje. Wszystko ze względu na bardzo rygorystyczne warunki sanitarne, jakie panują na produkcji.



Przemierzając fabrykę, czułem się jak dziecko. Wszędzie pełno kakao, czekolady i cukierków. Jednak to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to produkcja Michałków. Ten jeden długi Michałek, jeszcze przed pokrojeniem, to naprawdę coś. Marzyłem, żeby być na jego końcu i jeść, jeść i jeszcze raz jeść. Wszystkie te obrazy były dla mnie jak z bajki. Nie wierzyłem, że jestem w czekoladowym świecie. Wszędzie pełno maszyn, a w nich czekolada i to pod różną postacią. Były tabliczki, praliny, cukierki. No normalnie szaleństwo. :) Jednak nie wszystko jest zautomatyzowane. Nie wiem czy wiecie ale karmelki firmy Wawel do dnia dzisiejszego są wykonywane ręcznie. To dopiero news. :)


Na koniec wizyty uczestnicy otrzymali czekoladowe prezenty i pojechaliśmy razem na obiad. Jednak atrakcji było więcej. W drodze powrotnej wpadliśmy z wizytą na Wawel. Tam w kawiarni Wawelu czekała na nas gorąca czekolada i kolejne słodkie podarunki. Droga powrotna była spokojna. Wszyscy chyba mieli wystarczająco dużo wrażeń.



Ja osobiście mam nadzieję, że wszyscy bawili się dobrze. W końcu na tym nam zależało. Aczkolwiek, jak patrzyłem na te uśmiechy, to wydaje mi się, że mogę być spokojny. :)


środa, 11 grudnia 2013

Bułeczki drożdżowe z kruszonką

Jeśli mam ochotę na lekką słodkość to przygotowuję bułeczki drożdżowe. Nie nadziewam ich niczym, każdy może je sobie zjeść ze swoim ulubionym dodatkiem. Nie chcę nikomu narzucać co ma w nich być. Są takie delikatne i smaczne, że i same smakują wyśmienicie. Ja właśnie w takiej postaci najbardziej je lubię. Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie dla nich najlepsze smakowe połączenia. A przepis na nie przekazała mi mama mojej koleżanki. U niej właśnie zakochałem się w tym smaku.

Składniki:
3 szklanki mąki tortowej
3 jajka
pół szklanki cukru pudru
5 dag drożdży
1 szklanka mleka
1 opakowanie cukru waniliowego
80 gram masła

Kruszonka:
80 gram masła
pół szklanki mąki krupczatki
1/3 szklanki cukru pudru


Przygotowanie:
Na początku należy rozdzielić zółtka od białek. Białka ubijamy na sztywną pianę. Mleko podgrzewamy i rozpuszczamy w nim drożdże wraz z łyżką mąki i łyżką cukru pudru. Wszystko porządnie mieszamy o odstawiamy w ciepłe miejsce na 20 minut.
Kiedy masa nam rośnie możemy ubić białka oraz rozpuścić i przestudzić masło. Gdy już masa nabierze mocy dodajemy do niej resztę mąki, cukru pudru oraz żółtka i cukier waniliowy. Wszystko delikatnie mieszamy i stopniowo dodajemy ubite białka i roztopione i ostudzone masło. Wyrabiamy na jednolite ciasto. Następnie odstawiamy na 30 minut do wyrośnięcia.
W czasie gdy ciasto nam rośnie przygotowujemy kruszonkę. Masło siekamy i dodajemy do mąki połączonej z cukrem pudrem. Rękami wyrabiamy jednolite ciasto. Wkładamy do zamrażarki na 10 minut.
Gdy ciasto na bułeczki nam wyrośnie, formujemy z niego kuleczki, które smarujemy rozkłóconym żółtkiem. Masę na kruszonkę ścieramy nad każdą bułeczką na małej tarce. Gotowe bułeczki układamy na blasze i pieczemy w nagrzanym do 180 stopni piekarniku przez 30 minut.

Smacznego :)


wtorek, 10 grudnia 2013

Carpaccio z pomarańczy z granatem i słodką niespodzianką

W zeszłym tygodniu mogliście przeczytać u mnie na blogu recenzję książki "Smaczna i zdrowa kuchnia włoska". Dzisiaj natomiast chce Wam przybliżyć jeden z przepisów, który po prostu mnie oczarował. Jest on banalnie prosty, ale smak jaki ze sobą niesie po prostu powala. Mnie zachwycił do tego stopnia, że muszę sobie to danie przygotować przynajmniej raz w tygodniu. Najlepiej na śniadanie, dodaje on wiele energii i od razu człowiek jakoś tak ma ochotę się uśmiechać. Wypróbujcie koniecznie i dajcie znać czyi u Was pojawił się uśmiech po zjedzeniu tego jakże ciekawego dania.

Składniki:
3 pomarańcze
2 łyżki cukru pudru
pół łyżeczki mielonego cynamonu
miąższ z połowy granatu
kawałek czekolady o 70% zawartości masy kakowej


Przygotowanie:
Obierzcie pomarańcze ze skórki. Następnie pokrójcie je na plastry o grubości około 0,5 centymetra. Ułóżcie następnie je na dużym talerzu tak żeby nachodziły na siebie. Powstanie w ten sposób wspaniała pomarańczowa rozeta. Teraz posypcie pomarańcze cukrem pudrem i przykryjcie folia aluminiową. Wstawcie do lodówki na 45 minut. Przed podaniem posypcie pomarańcze cynamonem oraz pestkmi granatu. Na koniec zetrzyjcie na małe tareczce dwie do 3 kostek czekolady. Smakuje wspaniale.

Smacznego :)


poniedziałek, 9 grudnia 2013

Sos z suszonych grzybów

Wczoraj prezentowałem Wam przepis na pulpety warzywne. Tak jak Wam pisałem idealnie będą smakowały z sosem grzybowym. Specjalnie nie podałem Wam w tamtym przepisie jak zrobić. Dzisiaj zdradzę jednak jego tajemnicę. Przepis pochodzi z książki z 1982 roku zatytuowanej "Potrawy z mąki i kaszy". Mam nadzieję, że zasmakuje Wam tak samo jak mi i moim domownikom.

Składniki:
około 30 dag suszonych grzybów
2 cebule
200 ml śmietany 18%
1 łyżka masła
sól
pieprz
rozmaryn

Przygotowanie:
Grzyby należy zalać gorącą wodą i odstawić na około 3 godziny. Gdy już się namoczą stawiamy je na gazie i gotujemy przez jakieś 15 minut. Następnie odcedzamy grzyby. Wywar zostawiamy, przyda nam się jeszcze. Cebulę kroimy w drobną kosteczkę. Gdy nam się zeszkli podlewamy ją połową szklanki wody i dusimy około 15 minut. Po tym czasie dodajemy wcześnie poszatkowane grzyby, sól i pieprz do smaku oraz łyżeczkę suszonego rozmarynu. Do wszystkiego dolewamy wywar z grzybów i gotujemy przez 10 minut. Po tym czasie dodajemy śmietanę i porządnie mieszamy. Gotujemy jeszcze przez 5 minut. Jeśli sos będzie za rzadki redukujemy go jeszcze chwilkę.

Smacznego :)

niedziela, 8 grudnia 2013

Klopsy warzywne

Dzisiaj zamiast kotletów będą pulpety warzywne. Powiem wam, że miałem wiele obaw podchodząc do tego pomysłu. Przede wszystkim bałem się, że będą się rozpadać w wodzie. Druga obawa była taka, że w ogóle się nie zlepią. Jednak wszystko wyszło idealnie i naprawdę smacznie. Same jednak nie będą smakować tak dobrze jak z jakimś sosem. Ja podałem je w sosie z suszonych grzybów. Idealnie będą też smakowały na przykład w sosie pomidorowym. Warto pobawić się smakiem i zrobić kilka różnych smaków. Zachęcam Was do tego.

Składniki:
2 opakowania mrożonej mieszanki warzywnej (por, seler, pietruszka, marchewka)
6 łyżek kaszy manny
pieprz
sól
suszone pomidory w proszku na przykład od Kamisa
2 jajka
mąka do obtaczania
suszony rozmaryn

Przygotowanie:
Mrożone warzywa gotujemy do miękkości. Następnie wszystko razem blendujemy na jednolita masę. Do masy dodajemy 4 łyżki kaszy manny oraz łyżeczkę soli o pół łyżeczki pieprzu. Oczywiście jeśli masa będzie dla Was niewystarczająco słona lub pieprzna możecie ją doprawić po swojemu. Wsypujemy około półtorej łyżki suszonych pomidorów oraz wbijamy dwa jajka i dodajemy łyżkę rozmarynu. Teraz należy wszystko porządnie wyrobić. Jeśli masa nie będzie się kleiła odpowiednio warto dodać łyżkę lub dwie kaszy manny. 
Z gotowej masy formujemy pulpety, które następnie obtaczamy w mące. Gotowe pulpety wrzucamy na wrzątek i gotujemy około 3-4 minut. Po ugotowaniu dodajemy do ulubionego sosu i gotujemy razem z nim około 5 minut aby nasiąknęły sosem.

Smacznego :)



sobota, 7 grudnia 2013

Mój - subiektywny przegląd filmów świątecznych

Uwielbiam czas świąt. Wszyscy dokoła są tacy mili i uśmiechnięci. No dobra nie wszyscy, ale większość. Jednak czar świąt jaki pamiętam z dzieciństwa już dawno minął. Teraz każdy gdzieś biegnie, śpieszy się i nie ma czasu poczuć tej prawdziwej magii. Ja od kilku lat staram się wprowadzić w nastrój świąteczny poprzez oglądanie filmów o tej tematyce. Jest kilka, które szczególnie lubię i zawsze w tym okresie do nich wracam. Dzisiaj chciałem się nimi z wami podzielić. Może, któryś z nich przypadnie Wam do gustu i sprawi, że i Wy choć trochę się uśmiechniecie.

1. White Christmas
To wspaniały film z 1954 roku. Uwielbiam takie bajkowe klimaty. Zwłaszcza jeśli ma się możliwość zobaczenia Binga Crosby'ego i innych wspaniałych aktorów ze złotej ery Hollywood. Piękne scenerie, fantastyczne sceny taneczne i naprawdę poruszająca historia. A do tego wszystkiego ta jedna i najlepsza chyba piosenka świąteczna "White Christmas". Jeśli marzycie właśnie o białych świętach to na pewno musicie to obejrzeć.









2. Rodzinny Dom Wariatów
Ten film kocham za to, że uczy tolerancji. Ciepła opowieść o rodzinie, przemijaniu i tym, że najwazniejsze jest to aby zawsze dbać o swoją rodzinę. Nie ważne, czy nasze dziecko jest gejem, nieudacznikiem czy też socjopatą. Ważne aby kochać je tak samo jak te ułożone i odnoszące sukcesy w życiu. Rodzina jest jedna, nikt z nas jej nie wybiera, jednak jeśli potrafimy być dla siebie oparciem to nic innego nie ma znaczenia. No i jak zawsze świętna rola Diane Keaon, którą ubóstwiam.








3. Holiday
Opowieść o tym, że nawet po największej burzy pojawia się w życiu słońce. Piękna opowieść o przyjaźni, miłości i zaufaniu. Warto poświęcić jeden wieczór aby ten film obejrzeć. Mi osobiście zawsze robi się lepiej i czuję się od razu jakoś tak pozytywnie naładowany energią. Także, jeśli brakuje Wam tego pozytywu przed świętami nie czekajcie tylko lećcie do wypożaczylani, sklepu czy też obejrzycie w internecie.









4. Miasteczko Halloween
Tytuł może i mało świąteczny ale zaufajcie mi sam film jest o tematyce świątecznej. Tim Burton jak nikt inny potrafi stworzyć niezapomniane widowisko. Taki też jest i ten film. A tak naprawdę to też opowieśc o poczuciu samotności, szukaniu własnej drogi i nie godzeniu się na nudę. Co z tego wszystkiego wynikni? Sprawdźcie koniecznie sami. :)










5. To właśnie miłość
Film, bez którego nie ma świąt. Ciepły, wzruszający i pokazujący różne ludzkie historie. Każdy chyba go zna i nie wiem czy spotkałem osobę której by się nie podobał. Myślę, że każdy z nas może w nim odnaleźć siebie i historię która w jakimś stopniu odpowiada jego życiu i czy też momencie w jakim się znajdujemy. Warto oglądać go z kimś nam naprawde bliski. Wtedy radość jest podwójna. :)










Jak widzicie nie ma w moim zestawieniu Kevina. W zasadzie to nigdy go nie będzie, bo jak dla mnie to mało świąteczna propozycja. A jakie są Wasze ulubione filmy świąteczne?

piątek, 6 grudnia 2013

Pierniczki świąteczne

Nie ma świąt bez pierniczków. Przynajmniej ja sobie takich nie wyobrażam. Warto je przygotować przynajmniej dwa tygodnie przed świętami żeby nabrały swojej wspaniałej miękkości i smaku. Poza tym to też świetny pomysł na spotkanie ze znajomymi. Można je piec razem lub tylko, wcześniej upieczone, razem dekorować. W dekoracji moich tegorocznych pierniczków pomagała mi pewna piękna blond włosa śnieżynka, którą była moja koleżanka z pracy Karolina. Myślę, że wyszło nam to całkiem nieźle. Zresztą sami oceńcie efekt.

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej tortowej
6 łyżek miodu
3/4 szklanki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki masła
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka imbiru
3 łyżeczki przyprawy do piernika
1 jajko


Przygotowanie:
Miód podgrzewamy. W misce łączymy mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cynamon, imbir i przyprawę do piernika. Wszystko ładnie ręką lub łyżką mieszamy. Dodajemy miód i lekko zarabiamy ciasto. Dodajemy jajko i masło i rękami wyrabiamy ciasto. Musi nam powstać jednolita masa. Formujemy dużą kulkę i zawijamy w folię. Wkładamy do lodówki na około godzinę. Po tym czasie wyjmujemy i dzielimy na 3 równe porcje. Stolnicę posypujemy mąką i rozwałkowujemy podzielone porcje ciasta na grubość około 0,5 centymetra. Foremkami do ciastek wykrawamy kształty. Pieczemy w nagrzanym do 175 stopni piekarniku przez około 8 - 10 minut. Z przepisu wyszło mi około 55 średniej wielkości pierniczków.

Smacznego :)



czwartek, 5 grudnia 2013

Domowe spotkanie z blogerkami

W październiku zaprosiłem do swojej kuchni kilka koleżanek blogerek. Stwierdziłem, że fajnie będzie się tak razem spotkać pogotować i poplotkować. Wierzcie mi takie spotkania są naprawdę bardzo ciekawe. A wzięły w nim udział autorki blogów Odczaruj Gary, Smaczna Pyza, Najsmaczniejsze, Kulinarna Pasja Hani-Kasi oraz Kuchnia Marlenity. Mój dom już dawno nie widział tylu kobiet. :)

Spotkanie przebiegało w bardzo twórczej atmosferze. Umówiliśmy się, że każdy z nas zastanowi się i weźmie ze sobą składniki na dania jakimi będzie chciał poczestować resztę biesiadników, Zabawy było co nie miara. Okazało się, że moja kuchnia jest wręcz idealnych rozmiarów aby pomieścić nas wszystkich. Nikt nikomu nie wchodził w drogę i można było spokojnie pracować.

Każdy przygotował coś zupełnie innego. I tak naprzykłąd Asia zabrała nas w świat smaków orientalnych. Powiem Wam, że było naprawdę wybornie.


Marlena stwierdziła, że nie może być imprezy bez czegoś słodkiego. Zaserwowała więc nam iście smakowite ciasto.


Iza, no cóż, lubi czasem poświntuszyć, więc zaproponowała jadalne świnki. Wypełnione były po brzegi warzywami, jakie zasponsorowała nam firma Bonduelle. 


Hania natomiast zabrała nas w podróż do Tajlandii. Oj było smacznie. Do dzisiaj czuję w ustach ten bajeczny smak zupy. 


Agnieszka dodała naszemu spotkaniu trochę pikanterii. A wszystko dzięki jej wspaniałem chili con carne. O odpowiednie przyprawienie tego dania zadbała firma Kamis, której jestem niezwykle wdzięczny za pomoc.


No i na końcu ja i moje kotleciki. Podobno były dobre, przynajmniej tak twierdziły kolezanki. :)


Warto też wspomnieć, że ciasto Marlenki nie byłoby tak smaczne gdyby nie mąka jaką otrzymaliśmy od naszego kolejnego sponsora firmy Lubella. A po tym całym obżarstwie mogliśmy spokojnie odpocząć przy herbatce dostarczonej przez Teekanne.

Było naprawdę miło i myślę, że nie raz jeszcze powtórze takie spotkanie. Warto od czasu do czasu spiknąć się z ludźmi, którzy podzielają Twoja pasję i w dodatku są tak sympatyczni jak moi goście.

Dziewczyny rządzicie i dziękuję Wam za przyjęcie mojego zaproszenia. :)

środa, 4 grudnia 2013

Zupa marchewkowa

Zima zawsze kojarzy mi się z zupami. Ważne żeby były rozgrzewające i smaczne. Moja dzisiejsza propozycja taka jest. A to głównie za sprawą obecności w niej imbiru i curry. Te dwa składniki sprawiły, że zupa naprawdę fajnie rozgrzewa i jest idealna na przykład na zimowy wieczór. Ja uwielbiam wrócić z pracy, zjeść sobie tą zupkę a potem usiąść z filiżanką herbaty i dobrą książką. Takie właśnie są zimowe wieczory w moim domu. Bo jak wiecie czytać uwielbiam.

Składniki:
400 gram marchewki
2 cebule
1 litr bulionu warzywnego
1,5 łyżki curry
1 łyżka imbiru
3 łyżki śmietany 18%
sól
pieprz
olej do smażenia


Przygotowanie:
Marchewkę obieramy i ścieramy na tarce o drobnych oczkach. Cebulę kroimy w drobną kosteczkę i podsmażamy na oleju. Gdy będzie już pięknie szklista dodajemy do niej marchewkę oraz szklankę wody. Dusimy razem około 6 minut. Po tym czasie przerzucamy podduszone składniki do wcześnie przygotowanego bulionu warzywnego. Dodajemy curry, imbir oraz solimy i pieprzy do smaku. Wszystko razem gotujemy około 25 minut. Po tym czasie blendujemy wszystko i dodajemy 3 łyżki śmietany 18%. Mieszamy i możemy podawać. Dobrze smakuje z grzankami.

Smacznego :)