czwartek, 12 grudnia 2013

Słodka wycieczka

Niedawno miałem okazję zwiedzić razem z kilkoma innymi blogerkami kulinarnymi, wspaniałą fabrykę czekolady firmy Wawel. Dodam, że dla tej firmy pracuję zawodowo, więc dla mnie nie była to tylko słodka wizyta, ale również i praca. Jednak muszę dodać, że taką pracę to ja lubię!

Aby dotrzeć do fabryki, musieliśmy wyruszyć z częścią naszej grupy wcześnie rano z Warszawy. Jeśli chcecie wiedzieć o której, to dodam, że udało mi się dojechać na miejsce spotkania pierwszym kursem metra. W autobusie na początku było cicho. Kto mógł, ten szukał jeszcze trochę snu. Jednak, gdy za oknem zrobiło się jasno, w naszym busie zaczynała się wrzawa. Wiadomo, blogerki lubią pogadać. Ja w sumie też, no więc było bardzo wesoło.

Chwilę po 9 zawitaliśmy na parking pod wzgórzem Wawelskim. Tutaj czekała kolejna część naszej słodkiej ekipy. No i w autobusiku zrobiło się jeszcze weselej. Uwielbiam te spotkania z blogerkami kulinarnymi. To fantastyczne kobiety. Pełno w nich pozytywnej energii i takiego entuzjastycznego podejścia do życia. Tymczasem ruszyliśmy na spotkanie z czekoladowym światem Wawelu do Dobczyc.


Na miejscu Pan dyrektor zakładu opowiedział nam o historii tego miejsca oraz o samej czekoladzie. Zaraz potem nastąpiła chwila, na którą wszyscy czekaliśmy. Wrota czekoladowego królestwa się otworzyły. No i weszliśmy w świat niezwykłych aromatów. Wcześniej jednak musieliśmy się ubrać w piękne zielone stroje. Wszystko ze względu na bardzo rygorystyczne warunki sanitarne, jakie panują na produkcji.



Przemierzając fabrykę, czułem się jak dziecko. Wszędzie pełno kakao, czekolady i cukierków. Jednak to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to produkcja Michałków. Ten jeden długi Michałek, jeszcze przed pokrojeniem, to naprawdę coś. Marzyłem, żeby być na jego końcu i jeść, jeść i jeszcze raz jeść. Wszystkie te obrazy były dla mnie jak z bajki. Nie wierzyłem, że jestem w czekoladowym świecie. Wszędzie pełno maszyn, a w nich czekolada i to pod różną postacią. Były tabliczki, praliny, cukierki. No normalnie szaleństwo. :) Jednak nie wszystko jest zautomatyzowane. Nie wiem czy wiecie ale karmelki firmy Wawel do dnia dzisiejszego są wykonywane ręcznie. To dopiero news. :)


Na koniec wizyty uczestnicy otrzymali czekoladowe prezenty i pojechaliśmy razem na obiad. Jednak atrakcji było więcej. W drodze powrotnej wpadliśmy z wizytą na Wawel. Tam w kawiarni Wawelu czekała na nas gorąca czekolada i kolejne słodkie podarunki. Droga powrotna była spokojna. Wszyscy chyba mieli wystarczająco dużo wrażeń.



Ja osobiście mam nadzieję, że wszyscy bawili się dobrze. W końcu na tym nam zależało. Aczkolwiek, jak patrzyłem na te uśmiechy, to wydaje mi się, że mogę być spokojny. :)


3 komentarze:

  1. Oj na pewno było słodko i miło:)) Tylko pozazdrościć:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie zorganizowana akcja marketingowa! Na pewno było fajnie. Ciekawe, czy będą organizowali takie akcje dla szarych ludzików, bo chętnie wybrałabym się z dziećmi obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapewniam, że bawiliśmy się super:) Miło powspominać:)

    OdpowiedzUsuń