piątek, 28 lutego 2014

Kurczak Babci Krystyny

Uwielbiam bywać u mojej babci, zwłaszcza kiedy przygotowuje swojego popisowego duszonego kurczaka. Jego smak towarzysz mi przez całe moje życie. Jest on obecny na wszystkich domowych imprezach. Postanowiłem więc, podzielić się przepisem na niego z Wami. Babci zawsze wkłada w jego przygotowanie całe swoje serce i ja również postanowiłem tak do tego dania podejść. Wiadomo, bez serca w kuchni nic nam się nie uda. Przynajmniej ja wyznaję taką zasadę. Nie raz zdarzyło mi się robić coś w nerwach. Rezultat zawsze był taki sam. Wychodziły mi dania, które albo były nie doprawione, albo po prostu się przypaliły. Także, jesli planujecie coś przygotowywać będąc w nerwach, to ja osobiście odradzam. A teraz już zapraszam Was na kurczaka mojej Babci.


Składniki:
1 cały kurczak
sól
suszona słodka papryka
1 łyżka smalcu
2 łyżki oleju
3 łyżki margaryny
3 łyżki wody


Przygotowanie:
Kurczaka kroimy według uznania. Babcia zawsze osobno odkraja uda, skrzydełka i piersi. To co zostanie dzieli na mniejsze kawałki. Tak przygotowanego kurczaka myje pod bieżącą wodą i osusza papierowymi ręcznikami. W każdy kawałek wciera sól i suszoną słodką paprykę. Tak przygotowane mięso odstawia na 3-4 h do lodówki.

Kiedy już kurczak nasiąknie przyprawami, Babcia rozpuszcza na patelni jedną łyżkę smalcu i dodaje dwie łyżki oleju. Każdy kawałek mocno obrumienia na tłuszczu. Musi mieć piękny złocisty kolor.

W oddzielnym garnku rozpuszcza margarynę i przyrumienione kawałki kurczaka przekłada do garnka z margaryną i zalewa tym na czym wcześniej go podsmażała. Przykrywa pokrywką i pozwala dusić mu się przez około 15 minut. Po tym czasie, dodaje 3 łyzki wody i pozostawia pod przykryciem jeszcze około 15 minut.

W sumie po 30 minutach duszenia, Babcia sprawdza czy mięso ładnie odchodzi od kości. Jeśli tak to znaczy, że kurczak jest już gotowy. Idealnie smakuje z ogrókami kiszonymi i chlebkiem.

Smacznego :)

czwartek, 27 lutego 2014

W świecie Indyjskich smaków, czyli wizyta w Ganesh'u

W zeszłym tygodniu miałem okazję odwiedzić sieć restuaracji Ganesh. A konkretnie przeniesioną z Wilczej na Marszałkowską, jedną z warszawskiej filii tej restauracji. Miałem się tam pojawić na oficjalnym otwarciu, jednak ze względu na sprawy zawodowe, nie dotarłem. Postanowiłem jednak jakoś wynagrodzić swoją nieobecność i umówiłem się na wizytę w innym terminie. No i tak właśnie znalazłem się tam na lunchu z właścicielem J


W restauracji powitał mnie jej właściciel, Pan Tapinder Sharme. Muszę Wam powiedzieć, że to wspaniały człowiek. Bardzo się cieszę, że miałem okazję zjeść posiłek w jego towarzystwie. Dlatego, zanim opowiem Wam o samej restauracji, chciałem Wam trochę opowiedzieć o jej właścicielu. Już od samego początku ujął mnie fakt, jak bardzo dba on o swoich gości. Jeśli jest na miejscu, to podchodzi do stolików i sam osobiście pyta czy smakuje, czy czegoś nie potrzeba. To niestety cecha, która u wielu restauratorów zanika.


Pan Tapindera w Polsce mieszka już 19 lat, a znalazł się tutaj dzięki swojej małżonce, którą poznał w Delhi. Studiowała tam Indologię i tak się złożyło, że zakochali się w sobie J W Polsce właściciel znalazł się właśnie ze względu na nią. Ach te kobiety J Na początku miał w kieszeni raptem 200 dolarów i to był cały jego dobytek. Czasy były ciężkie, więc podejmował się różnych prac, żeby jakoś utrzymać i siebie, i żonę. Pracował w firmach tekstylnych, ale też, jak to mówi, zdarzało mu się handlować różnymi rzeczami na ulicy.

Pierwsza restauracja powstała w 2006 roku i był to wynik pewnego zakładu. Nie chcę Wam jednak zdradzać, o co dokładnie chodzi. Może kiedyś będziecie mieli okazję zapytać o to osobiście tego naprawdę ujmującego człowieka.


Sama nazwa sieci pochodzi od imienia bóstwa Ganesh, które usuwa wszelkie przeszkody i zapewnia powodzenia w najróżniejszych przedsięwzięciach. Wizerunek bóstwa wita gości w każdej restauracji, jaka znajduje się w naszym kraju. Nad jego posągiem, również w każdej restauracji, wiszą portrety rodziców właściciela.


Jeśli chodzi o siedzibę na Marszałkowskiej, to jest ona urządzona z wielkim smakiem. Można naprawdę poczuć tam klimat Indii. Głównie za sprawą dodatków, jakie sprowadził właściciel. Na przykład w centralnym punkcie lokalu znajduje się bar, który zdobią piękne drewniane drzwi. Jak się dowiedziałem, są to drzwi z domu dziadków Pana Tapindera.

Jeśli zaś chodzi o jedzenie, to muszę powiedzieć, że jest wyśmienite. Ja osobiście jadłem, polecone przez właściciela, Murgg Hara Masala, czyli kurczaka w sosie szpinakowym z Garlic Naan, czyli plackiem pszennym z czosnkiem. Próbowałem też potrawy, jaką jadł Pan Tapindera, jednak zapomniałem spytać o nazwę. Na pewno była w tym cieciorka, bo nie jada on mięsa. Do picia musiałem oczywiście mieć moje ulubione Mango Lassi. Obsługa w lokalu jest bardzo miła i zna wszystkie dania, jakie są w nim serwowane. Trzeba przyznać, że są bardzo dobrze przeszkoleni i bycie obsługiwanym przez taki personel to sama przyjemność.


Rozmowa z właścicielem sprawiła mi bardzo dużo przyjemności. To fantastyczny i otwarty człowiek. Jak się okazało, zaraz po przybyciu do Polski przez dłuższy okres mieszkał w okolicach, w których mieszkam ja. Jedliśmy i rozmawialiśmy, i nawet nie wiem kiedy czas na spotkanie nam się skończył. Był to najmilszy lunch, jaki miałem okazję zjeść w ostatnim czasie.

Polecam Wam wybrać się do tej restauracji, jeśli w Waszym mieście znajduje się jej filia. Na pewno nie pożałujecie, bo jedzenie jest wyśmienite. A co ciekawe, wszyscy kucharze gotujący w Ganeshu pochodzą z Indii. Dodatkowo, wszystkie składniki używane do przyrządzania dań – też pochodzą z tamtych stron. Macie więc pewność, że jecie prawdziwe indyjskie jedzenie.


Jeśli będziecie mieli okazję odwiedzić jedną z tych restauracji, koniecznie podzielcie się ze mną swoją opinią. Bo myślę, że będziecie tak samo zachwyceni, jak ja byłem. Wrócę tam na pewno jeszcze nie raz.

środa, 26 lutego 2014

Faworki (chrust)

Karnawał zawsze kojarzy się z faworkami. To jedna z dwóch słodkości, które zawsze muszą pojawić się w tym okresie w domu. Ich przygotowanie jest bardzo proste, jednak trzeba zastosować się do kilku prostych zasad. Jeśli je opanujecie to na pewno wyjdą Wam jedne z najlepszych faworków. Myślę, że nawet osoby, które początkują z gotowanie mogą się pokusić o ich przygotowanie. W końcu kto nie próbuje, ten nic nie zyskuje. A przy okazji faworków można zyskać naprawdę pyszne słodkości na niedzielne spotkanie z rodziną czy przyjaciółmi.


Składniki:
4 szklanki mąki
6 żółtek
2 łyżki spirutyusu
7 łyżek kwaśnej śmietany (ja daję 18%)
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
cukier puder do posypania
3 kostki smalcu lub 1 litr oleju do smażenia


Przygotowanie:
Mąkę mieszamy z solą i cukerem. Dodajemy zółtka, spirytus oraz śmietanę. Ze składników zagniatym ciasto do momentu, aż powstanie nam jednolita masa. Najlepiej zbić ją w kulkę. Następnie kulkę należy zbijać. Układamy ją na stolnicy i wałkiem do ciasta uderzamy, aż będzie płaska. Zawijamy do poprzedniej formy i znowu zbijamy. Czynność tą powtarzamy przez około 15 minut. Powoduje to, że do ciasta wtłaczane jest powietrze a co za tym idzie nasze faworki będę chrupiące i kruche.

Gdy minie 15 minut, ciasto dzielimy na porcję i po kolei rozwałkowujemy je na stolnicy. Ciasto kroimy na paski o szerokości około 5 cm. Musza nam powstać prostokąty. Każdy z prostokątów nacinamy na środku i jeden z końców przeciągamy przez nie. Ja czasem się bawię formą i przeciągam obydwa końće.

Faworki smazymy na rozgrzanym tłuszczu z obu stron. Najlepiej smakują te robione na smalcu.

Smacznego :)



wtorek, 25 lutego 2014

„Szczypta Smaku” – miła i przyjemna dla oka pozycja

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego otrzymałem do zapoznania się książkę autorstwa Agaty Ziemnickiej-Łaskiej i Olgi Kwiecińskiej „Szczypta Smaku”. Książka od razu przypadła mi do gustu, bo we wstępie znalazłem stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało. A chodzi o prośbę autorek „Nie odchudzajmy się!”. A tak na poważnie to Pani na początku książki w bardzo ciekawy sposób wyjaśniają, że diety polegające na ograniczaniu jedzenia nie prowadzą do niczego dobrego. Wiadomo lepiej jest jeść regularnie i dobrze zbilansowane posiłki, niż mniej i narazić się na napady wilczego głodu.


Sam podział książki jest przejrzysty. Autorki swoje przepisy umieściły w 7 kategoriach. I tak możemy poznać ciekawe przepisy na lunche, które spokojnie da się zabrać do pracy, wspaniałe i proste dania na śniadanie jak również pomysły na rodzinny obiad.

Mnie osobiście bardzo podobały się też rozdziały prezentujące dania włoskie i francuskie. Książka jest stworzona tak, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Zarówno mama prowadząca dom skorzysta z ciekawych pomysłów na obiad, jak i single będą mogli się wspomóc przy organizacji romantycznej kolacji. Oczywiście, jeśli zdecydują się randkować :)



Wszystko okraszone jest ciekawymi zdjęciami. Ja ująłbym ich charakter słowem rustykalne. Wszystko to czyta się bardzo lekko i przyjemnie. Kilka przepisów wypróbowałem w ostatni weekend i wszystkie wyszły pysznie. Także, jeśli macie czasem obawy przed kupieniem książki bo nie ufacie czy przepisy wyjdą tutaj możecie być spokojni.



Warto mieć tę pozycję w swojej domowej biblioteczce kulinarnej. Ja polecam Wam ją z czystym sercem J

poniedziałek, 24 lutego 2014

Domowy pasztet

Mój dom rodzinny zawsze pachniał pasztetem w okresie świąt, zarówno tych grudniowych jak i wiosennych. Najpierw pieczeniem pasztetu zajmowała się babcia. Ja jako mały pędrak pałętałem się po kuchni i podjadałem już gotową masę z misy. Zawsze dostawałęm ścierą przez plecy i uciekałem. Później pasztet zaczęła również przygotowywać moja mama. Jednak byłem już większy i jakoś w głowie miałem inne sprawy niż przyglądanie się jak ten pasztet robić. Teraz kiedy już troszeczkę odrosłem od ziemii i sam mam gospodarstwo domowe o które trzeba zadbać, sam zwróciłem się do mamy z prośbą o przepis. No i tak właśnie powstał pasztet, który chcę Wam dzisiaj zaprezentować.

Składniki:
1 kg mięsa wieprzowego
1 kg mięsa z indyka
300 gram wątróbki
1 kg tłustego boczku lub podgardla
1 bułka
4 cebule
pół litra mleka
8 jajek
1 łyżka gałki muszkatołowej
sól
pieprz
3 listki laurowe
8 ziaren ziela angielskiego
8 ziaren czarnego pieprzu
smalec do wysmarowania formy
bułka tarta do wysypania formy


Przygotowanie:
Do pasztetu fajnie pasuje mięso typu karczek, łopatka, szynka - jeśli chodzi o wieprzowinę. Z indyka polecam piersi lub skrzydełka.

W dużym garnku umieszczamy pokrojone na mniejsze kawałki mięso (wieprzowina i mięso z indyka ). Na wierzch układamy pokrojony drobno boczek lub podgardle. Polecam raczej boczek. Dodajemy liście laurowe, ziele angielskie, ziarna czarnego pieprzu i zalewamy wszystko wodą. Mięso musi być przykryte całkowicie wodą. Mięso dusimy pod przykryciem aż do miękkości (w zależności od mięsa zajmie to od 1h do 1,5h). Po tym czasie wyciągamy mięso z wody i studzimy. Wątróbkę wkładamy do wrzątku na około 4 minuty. Również ją studzimy.

W oddzielnym naczyniu namaczamy bułkę w mleku. Gdy porządnie nasiąknie odsączamy ją porządnie. Żółtka oddzielamy od białek, po czym białka ubijamy na sztywną pianę.

Gdy mięso wystygnie porządnie je mielimy (ja zawsze mielę mięso około 3 razy). W maszynce mielimy również cebulę. Do zmielonego mięsa i cebuli dodajemy odsączoną bułkę, żółtka i ubite na sztywno białka. Doprawiamy wszystko gałką muszkatołową solą i pieprzem. Rękami wyrabiamy masę, musi mieć jednolitą konsystencję.

Przekładamy ją do wysmarowanych smalcem i wysypanych bułką tartą foremek. Pieczemy przez około 1,5h w temperaturze 180 stopni.

Smacznego :)

piątek, 21 lutego 2014

Oliwki w oleju z kremowym serkiem i ostrą papryczką

Ostatnio zrobła się ze mnie mała zosia samosia. Wszystko chce robić sam. Po części to wpływ książek jakie ostatnio trafiają w moje ręce. Czytam tam o tak dużej zawartości chemii w jedzeniu, że sam postanowiłem choć trochę wyelimnować jej część z jadłospisu moich domowników. Będa w sklepie chciałem kupić oliwki w oleju. Jednak pomyślałem sobie, że przecież moge je zrobić sam. Nie wiele myśląc skompletowałem listę zakupów i przystapiłem do dzieła. Spróbujcie tak czasem zrobić. To co kupujecie w sklepach wcale nie jest tak trudno do przygotowania w domu. A smakuje o wiele lepiej :)

Składniki:
0,5 kg oliwek bez pestek
1 litr oliwy z oliwek
3 ząbki czosnku
3 ostre papryczki
2 opakowania serka śmietankowego (ja użyłem Almette)
1 łyżeczka suszonej bazylii
1 łyżeczk suszonego oregano



Przygotowanie:
Oliwki porządnie myjemy i napełniamy serkiem śmietankowym. Ząbki czosnku drobno szatkujemy. Papryczki oczyszczamy z ziarenek i drobno kroimy. Oliwę przelewamy do dzbanka i dodajemy do niej bazylię i oregano. Porządnie mieszamy.

Do dwóch 250 gramowych słoiczków wkładamy nadziane serkiem oliwki, przekładając je posiekanym czosnkiem i papryczkami. Wszystko zalewamy oliwą. Zakręcamy słoiczki i porzadnie je wekujemy.

Gotowe słoiczki odstawiamy na jakiś tydzień, aby wszystko porządnie nam się przegryzło. Po tym czasie możemy rozkoszować się smakiem wspaniałych nadziewanych oliwek.

Smacznego :)


środa, 19 lutego 2014

Sos balsamiczny

Przygotowanie sosu balsamicznego samemu w domu jest naprawdę proste. Ja się w nim zakochałem odkąd zakupiłęm sobie jedną buteleczkę będąc na wycieczce po Toskanii. Jednak tamten zapas bardzo szybko mi się skońćzył, więc musiałem zrobić go sam. Nadaje się zarówno do owoców, jak i mięs. Idealnie sprawdzi się z pomidorami. To do czego go wykorzystacie zalezy tylko od Waszej wyobraźni. Spróbujcie :)

Składniki:
szklanka brązowego cukru
szklanka octu balsamicznego


Przygotowanie:
Wsypujemy cukier na rozgrzana patelnie. Bardzo ważne jest aby go równomiernie rozprowadzić. Nie mieszamy go, tylko czekamy aż zamieni się w płynny karmel. W tym momencie dolewamy do niego ocet balsamiczny i mieszamy aż zgęstnieje. Pamiętajcie żeby nie odparować sosu za bardzo. Jeśli tak się stanie otrzymamy po prostu twardą masę.

Teraz wystarczy przelać sos do pzygotowanego naczynia. Patelnię wstawiamy od razu do wody. W przeciwnym razie nie uda nam się jej już domyć.

Smacznego :)



poniedziałek, 17 lutego 2014

Sałatka "Wspomnienie lata"

Ze zniecierpliwieniem czekam na lato. Postanowiłem, że skoro nie ma go za oknem to może chociaż pojawi się ono u mnie na stole. Nie wiele myśląc wybrałem się w sobotę na bazarek jak mam oboko mojego mieszkania i zakupiłęm trochę owoców. Na początku nie wiedziałem sam, co chciałbym z nimi zrobić. W końcu jednak stwierdziłem, że warto by przygotować jakąś sałatkę. Po chwili zstanowienia już wiedziałem jak chciałbym osiągnąć efekt. Mam nadzieję, że uda mi się choć trochę tym daniem przywołać i u Was wsponienie letnich dni :)

Składniki:
1 kiwi
1 banana
pół pomarańczy
garś mrożonych malin
garść pestek granata
2 łyżki miodu
2 łyżki sosu balsamicznego


Przygotowanie:
Kiwi obieramy i kroimy w pół księżyce. Z granatu wydłubujemy garść pestek. Maliny rozmrażamy i odsączamy z nadmiaru wody. Banany kroimy w plasterki. Pomarańcze kroimy w kostkę. Wszystko razem ładnie układamy na talerzu i polewamy obficie miodem i sosem balsamicznym.

Taka sałatka idealnie sprawdzi się na śniadanie.

Smacznego :)


piątek, 14 lutego 2014

Flaki

Flaki to coś czego zawsze się bałem. Jednak jest to jeden ze smaków dzieciństwa mojego znajomego i postanowiłem je dla niego przyrzadzić. Zacząłem myśleć kto może mi pomóc w zdobyciu dobrego przepisu. Odpowiedź na to pytanie przyszła bardzo szybko. Przecież flaczki to jedna z potraw, która zawsze gości na stole podczas imienin mojego dziadka. Zwróciłem się więc z prośbą o pomoc do mojej babci. Problemów nie robiła, przepis dostałem od ręki. No i tak właśnie trafił on dzisiaj na mojego bloga. Życzę Wam smacznego i dobrej zabwy przy przygotowywaniu tej potrawy.

Składniki:
1 kg flaków wołowych mrożonych, gotowych do użycia
3 duże marchewki
1 duża pietruszka
2 duże cebule
1 średni seler
3 ząbki czosnku
750 ml bulionu wołowego
3 liście laurowe
5 ziarenek ziela angielskiego
2 łyżki suszonego majeranku
1 łyżka suszonej pietruszki
1 łyzka suszonej słodkiej papryki
8 ziarenek pieprzu czarnego
1 łyżeczka soli morskiej
olej do smażeni


Przygotowanie:
W garnku podgrzewamy bulion i wrzucamy do niego mrożone flaki. Dodajemy ziele angielskie, liście laurowe i pieprz w ziarnach. Gotujemy około 15 minut, aż flaki będą miękkie. Warzywa obieramy i ścieramy na tarce o renich oczkach. Cebulę i czosnek kroimy w drobną kosteczkę. Na patelni rogrzewamy olej i szklimy cebulę orz czosnek. Gdy już będą ładnie szkliste dodajemy pozostałe warzywa i smazymy około 5-6 minut. Po tym czasie przekładamy wszystko do bulionu z flakami. Dodajemy suszony majeranek, gałkę muszkatołową, suszoną słodką paprykę oraz sól morską. Wszystko razem gotujemy aż do miękkości warzyw (mi zajęło to około 30 minut). Sprawdzamy czy flaki są wystarczająco pieprzne. Jeśli jest potrzeba możemy odrobinę je doprawić pieprzem.

Flaki najlepiej podawać ze świeżą kajzerką.

Smacznego :)






czwartek, 13 lutego 2014

W kuchni z Julią Child

Julia Child to niekwestionowany autorytet w dziedzinie sztuki kulinarnej. Dzięki prezentowi gwiazdkowemu, miałem ostatnio okazję poobcować z nią trochę bliżej. A wszystko za sprawą książki „Francuski szef kuchni”. Jest to pozycja, w której zebrane zostały wszystkie przepisy z kultowego programu telewizyjnego „The French Chef”.

W przeciwieństwo do większości książek kulinarnych wydawanych obecnie, nie zawiera ona zdjęć potraw. Jednak ma w sobie jakąś magię. Przepisy okraszone są dużą ilością praktycznych porad i wskazówek – jak przyrządzić dobrze mięso, odpowiednio doprawić sałatki czy po prostu dobrze pokroić warzywa na rosół.

Julia Child była kobietą o ogromnej charyzmie. W swoich programach potrafiła w prosty sposób dotrzeć do każdego. Nawet do osób, które z gotowaniem są na bakier. Jej programy telewizyjne były jednymi z pierwszych, z jakimi zetknąłem się zaczynając moją przygodę z garami. Tym bardziej ucieszyłem się, gdy do mojej kulinarnej biblioteczki dołączyła książka ze wszystkimi przepisami, jakie miałem okazję oglądać w programie.

Ja osobiście polecam Wam tę książkę bardzo. Nie ukrywam, że paru znajomym już ją zakupiłem jako prezent na różne okazje. Bo przecież każdy czasem szuka inspiracji do zrobienia dobrego obiaduJ Z Julią na pewno znajdziecie ich wiele, a efekt będzie oszałamiający.

Nie bójcie się eksperymentować, bo kuchnia to zabawa smakami, a w swoich przepisach Julia pokazuje, jak można fajnie je łączyć. Jak dla mnie to must have, jaki powinien znaleźć się w Waszych domowych kuchniach J

wtorek, 11 lutego 2014

Pieczeń rzymska z jajkiem

Zawsze bardzo podobały mi się potrawy mięsne, które w środku miały zatopione jajko. Pomysł ten chodził za mną już od dłuższego czasu. Szukałem jakoś pomysłu na przygotowanie takiego dania i w końcu mnie olśniło. Czas przygotować pieczeń rzymską z jajkiem. Przepis dostałem od przyjaciółki, która to znowu otrzymała go od swojej babci. Takie przepisy zawsze są najlepsze bo wiadomo, że sprawdzone i wykorzystywane przez pokolenie, które wiele robiło samemu. No to zapraszam na pyszne danie :)

Składniki:
500 gram mięsa mielonego z indyka
2 średnie cebule
4 żabki czosnku
3 jajka ugotowane na twardo
2 surowe jajka
1 kajzerka namoczona w mleku
4 łyżki bułki tartej
1 łyżka suszonego majeranku
1 łyżka pokrojonej drobniutko natki pietruszki
1 łyżka suszonej słodkiej papryki
1 łyżka suszonego cząbru
1 łyżka gałki muszkatołowej
1 łyżka mielonej gorczycy
1 łyżka suszonego oregano
1 łyżeczka soli morskiej
1 łyżeczka pieprzu ziołowego
olej rzepakowy do smażenia


Przygotowanie:
2 jajka gotujemy na twardo. Kajzerkę namaczmy w mleku, gdy już nasiaknię, odciskamy i wkładamy do miski. Dodajemy mięso mielone z indyka. Na patelni rozgrzewamy olej i szklimy na nim posiekaną w drobną kosteczkę cebulę. Czosnek kroimy drobniutko i dodajemy do mięsa mielonego i bułki. Po usmażeniu cebuli studzimy ją i również przekładamy do miski z resztą składników. Wbijamy do nich dwa jajka i dodajemy majeranek, natkę pietruszki, suszoną słodką paprykę, cząber, gałkę muszkatołową, oregano oraz sól i pieprz. Zaczynamy wyrabiać masę. Stopniowo podczas wyrabiania dodajemy bułkę tartą. Wyrabiamy masę do momentu aż będzie jednolita i zwarta.

Standardową formę keksówkę smarujemy olejem i wysypujemy bułką tartą. Na dnie rozkładamy pierwszą warstwę masy mięsnej. Układamy na niej 3 ugotowane na twardo jajka. Teraz reszta masy przykrywamy jajka, tak żeby żadne z nich nie wystawało spod mięsa. Górę smarujemy odrobiną oleju.

Pieczemy około 50 - 55 minut w nagrzanym do 180 stopni piekarniku.

Smacznego :)




poniedziałek, 10 lutego 2014

Pączusie serowe z szafranem

Niech zabawa trwa w najlepsze. Zwłaszcza jeśli mamy na przyjęciu pączusie. No bo jaka karnawałowa zabawa może się bez nich obyć. To chyba jeden z symboli tego radosnego okresu. Nie możecie więc pozwolić na to, żeby i u Was zabrakło tych słodkich pyszności. Nie zrażajcie się dużą ilością roboty. Smak na pewno Wam wynagrodzi czas poświęcony na ich przygotowanie. A przepis podpatrzyłem u mojej znajomej blogerki Izy z bloga Smaczna Pyza. :) Oczywiście dodałem coś od siebie.


Składniki:
500 gram mąki pszennej
350 gram sera białego tłustego
2 jajka
2 żółtka
40 gram świeżych drożdży
60 gram miękkiego masła
4 łyżki cukru brązowego
pół łyżeczki soli
150 ml mleka
2 łyżki soku z pomarańczy
skórka otarta z cytryny
1 łyżeczka drobno posiekanego szafranu
olej lub smalec do smażenia
cukier puder do posypania lub polukrowania



Przygotowanie:
Drożdże rozpuszczamy w mleku z dodakiem jednej łyżki cukru i 3 łyżek mąki. Odstawiamy na 15 minut w ciepłe miejsce. Twaróg mielimy twa raz. Mąkę mieszamy z solą w oddzielnej misce. Masło ucieramy z pozostałą ilością cukru na jednolitą masę. Podczas ucierania stopniowo dodajemy żółtka i jajka. Gdy już nam się łądnie połączą dodajemy twaróg i dalej ucieramy na jednolitą masę. Robimy to tak długo, aż znikną wszelkie grudni. Masa musi być jednolita.

Do miski z mąką wlewamy gotowy zaczyn drożdżowy oraz masę serową. Dodajemy sok z pomarańczy, skórkę otartą z cytryny oraz szafran. Teraz musimy porządnie wyrobić ciasto. Powinno być jednolite i elastyczne. Gotowe ciasto przykrywamy i odstawiamy na około godzinę w ciepłe miejsce.

Gdy ciasto podwoi swoją objętość zaczynamy formować z niego małe kulki, które nastepnie układamy na wysypanej mąką stolnicy. Przykrywamy ściereczką i zostawiamy jeszcze na 10 minut, żeby podrosły.

Tak przygotowane pączki wrzucamy na rozgrzany tłuszcz. Nie wrzucajcie więcej niż 5-6 na jedna partię. Smażymy je dokładnie z obydwu stron. Pilnujcie aby tłuszcz nie była za gorący inaczej pączusie pięknie się zrumienią z zewnątrz ale nie dojdą w środku.

Gotowe i ostygnięte pączusie możemy polukorwać lub posypać po prostu cukrem pudrem.

Smacznego :)



poniedziałek, 3 lutego 2014

Zupa krem z ziemniaków

Ziemniak, niby taki nudny produkt, a ile cudów da się z niego wyczarować. Ja ostatnio zdecydowałem się na zrobienie zupy ziemniaczanej w postaci kremu. Długo za mną chodził taki smak i w końcu zebrałem się i przygotowałem ten smakowity obiad. Zapach tej zupy jest cudowny, naprawdę warto się skusić na jej przygotowanie. Polecam bardzo gorąco to, zwłaszcza na takie mrozy jak nas ostatnio doświadczają.

Składniki:
0,5 kg ziemniaków
1 duża cebula
3 ząbki czosnku
500 ml bulionu warzywnego
1 łyżeczka pieprzu białego
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka suszonej pietruszki
1 łyżeczka soli morskiej
100 gram startego sera żółtego
150 ml śmietany 18%
1 łyżka masła do smażenia


Przygotowanie:
Na patelni rozpuszczamy masło i wrzucamy drobno posiekaną w kosteczkę cebulę, gdy nam się ładnie zeszkli dodajemy do niej równie drobno posiekany czosnek. W oddzielnym garnku gotujemy ziemniaki do miękkości. Po ugotowaniu wrzucamy je do wcześniej przygotowanego bulionu warzywnego. Do garnka dorzucamy podsmażoną cebulę z czosnkiem oraz dodajemy suszoną pietruszkę, słodka paprykę sól morską oraz pieprz biały. Mieszamy do połączenia składników. Wszystko razem blendujemy na jednolity krem, która następnie podgrzewamy przez około 5-8 minut. Do zupy dodajemy śmietanę i porządnie mieszamy. Mam nadzieję, że zasmakuje Wam tak samo jak mi :)

Smacznego :)