czwartek, 27 lutego 2014

W świecie Indyjskich smaków, czyli wizyta w Ganesh'u

W zeszłym tygodniu miałem okazję odwiedzić sieć restuaracji Ganesh. A konkretnie przeniesioną z Wilczej na Marszałkowską, jedną z warszawskiej filii tej restauracji. Miałem się tam pojawić na oficjalnym otwarciu, jednak ze względu na sprawy zawodowe, nie dotarłem. Postanowiłem jednak jakoś wynagrodzić swoją nieobecność i umówiłem się na wizytę w innym terminie. No i tak właśnie znalazłem się tam na lunchu z właścicielem J


W restauracji powitał mnie jej właściciel, Pan Tapinder Sharme. Muszę Wam powiedzieć, że to wspaniały człowiek. Bardzo się cieszę, że miałem okazję zjeść posiłek w jego towarzystwie. Dlatego, zanim opowiem Wam o samej restauracji, chciałem Wam trochę opowiedzieć o jej właścicielu. Już od samego początku ujął mnie fakt, jak bardzo dba on o swoich gości. Jeśli jest na miejscu, to podchodzi do stolików i sam osobiście pyta czy smakuje, czy czegoś nie potrzeba. To niestety cecha, która u wielu restauratorów zanika.


Pan Tapindera w Polsce mieszka już 19 lat, a znalazł się tutaj dzięki swojej małżonce, którą poznał w Delhi. Studiowała tam Indologię i tak się złożyło, że zakochali się w sobie J W Polsce właściciel znalazł się właśnie ze względu na nią. Ach te kobiety J Na początku miał w kieszeni raptem 200 dolarów i to był cały jego dobytek. Czasy były ciężkie, więc podejmował się różnych prac, żeby jakoś utrzymać i siebie, i żonę. Pracował w firmach tekstylnych, ale też, jak to mówi, zdarzało mu się handlować różnymi rzeczami na ulicy.

Pierwsza restauracja powstała w 2006 roku i był to wynik pewnego zakładu. Nie chcę Wam jednak zdradzać, o co dokładnie chodzi. Może kiedyś będziecie mieli okazję zapytać o to osobiście tego naprawdę ujmującego człowieka.


Sama nazwa sieci pochodzi od imienia bóstwa Ganesh, które usuwa wszelkie przeszkody i zapewnia powodzenia w najróżniejszych przedsięwzięciach. Wizerunek bóstwa wita gości w każdej restauracji, jaka znajduje się w naszym kraju. Nad jego posągiem, również w każdej restauracji, wiszą portrety rodziców właściciela.


Jeśli chodzi o siedzibę na Marszałkowskiej, to jest ona urządzona z wielkim smakiem. Można naprawdę poczuć tam klimat Indii. Głównie za sprawą dodatków, jakie sprowadził właściciel. Na przykład w centralnym punkcie lokalu znajduje się bar, który zdobią piękne drewniane drzwi. Jak się dowiedziałem, są to drzwi z domu dziadków Pana Tapindera.

Jeśli zaś chodzi o jedzenie, to muszę powiedzieć, że jest wyśmienite. Ja osobiście jadłem, polecone przez właściciela, Murgg Hara Masala, czyli kurczaka w sosie szpinakowym z Garlic Naan, czyli plackiem pszennym z czosnkiem. Próbowałem też potrawy, jaką jadł Pan Tapindera, jednak zapomniałem spytać o nazwę. Na pewno była w tym cieciorka, bo nie jada on mięsa. Do picia musiałem oczywiście mieć moje ulubione Mango Lassi. Obsługa w lokalu jest bardzo miła i zna wszystkie dania, jakie są w nim serwowane. Trzeba przyznać, że są bardzo dobrze przeszkoleni i bycie obsługiwanym przez taki personel to sama przyjemność.


Rozmowa z właścicielem sprawiła mi bardzo dużo przyjemności. To fantastyczny i otwarty człowiek. Jak się okazało, zaraz po przybyciu do Polski przez dłuższy okres mieszkał w okolicach, w których mieszkam ja. Jedliśmy i rozmawialiśmy, i nawet nie wiem kiedy czas na spotkanie nam się skończył. Był to najmilszy lunch, jaki miałem okazję zjeść w ostatnim czasie.

Polecam Wam wybrać się do tej restauracji, jeśli w Waszym mieście znajduje się jej filia. Na pewno nie pożałujecie, bo jedzenie jest wyśmienite. A co ciekawe, wszyscy kucharze gotujący w Ganeshu pochodzą z Indii. Dodatkowo, wszystkie składniki używane do przyrządzania dań – też pochodzą z tamtych stron. Macie więc pewność, że jecie prawdziwe indyjskie jedzenie.


Jeśli będziecie mieli okazję odwiedzić jedną z tych restauracji, koniecznie podzielcie się ze mną swoją opinią. Bo myślę, że będziecie tak samo zachwyceni, jak ja byłem. Wrócę tam na pewno jeszcze nie raz.