wtorek, 15 września 2015

Kilka słów o... kiwi

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam ten owoc. Lekko kwaskowaty na początku, by następnie wydobyła się z niego wspaniale pieszcząca podniebienie słodycz. Wspaniale nadaje się do wypieków, drinków i jako przekąska w pracy. Jednak kiwi, to też niezwykła bomba witaminowa.


Po pierwsze, jest to idealny sprzymierzeniec zdrowego serca. Dzięki spore zawartości witaminy C i E, pomaga przeciwdziałać miażdżycy, Dodatkowo zawarte w nim glikozydy nasercowe usprawniają krążenie w naszym organizmie i zwiększają wydajność naszego serduszka. Zawarty w kiwi potas, dodatkowo reguluje jego rytm i pomaga obniżyć ciśnienie krwi.


Kiwi wspomoże nas też w zabezpieczeniu się przed rakiem. Dzięki obecności witaminy E, która chroni komórki przed działaniem wolnych rodników i wspomaga ich regenerację. Dodatkowo w kiwi znajduje się związek o nazwie glutation. Jest to nasz sojusznik, który zapobiega mutacjom genów.


Jest też owoc, który pomaga utrzymać stabilny poziom cukru we krwi. Idealnie nadaje się więc dla cukrzyków. Dzięki dużej zawartości błonnika pokarmowego, pomaga regulować poziom cholesterolu.


Ten owoc jest naprawdę niskokaloryczny, zawiera bowiem jedynie 50 kcal. Ponadto błonnik w nim zawarty i pektyna, korzystnie wpływają na florę bakteryjną i oczyszczają organizm z toksyn. Jeśli jesteście na diecie, koniecznie po nie sięgnijcie.

A ponad wszystko, pysznie smakuje. Cóż chcieć więcej.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Koktajl witaminowy z limonką

Limonka to dla mnie owoc, który wręcz uwielbiam. Jest mniej kwaśna niż cytryna i ma ten fajny, lekko słodkawy posmak. Zawsze dodaję ją do lekkich koktajli, które chce żeby były bardziej orzeźwiające. W upalne dni świetnie połączy się z mięta. Da nam odrobinę orzeźwienia i ukoi pragnienie. Jest też bogatym źródłem witamin, dlatego też postanowiłem użyć jej w moim kolejnym zdrowym napoju, jaki serwuję Wam na swoim blogu. Mam nadzieję, że Wam zasmakuje.


Składniki:
4 pomarańcze
1 kg marchewki
3 limonki
2 jabłka
1 łyżka mielonego lnu złotego od Sante
1 łyżka oleju lnianego


Przygotowanie:
Pomarańcze, marchewki, limonki i jabłka myjemy a następnie obieramy ze skórek.

Marchewkę i jabłka przepuszczamy przez sokowirówkę.

Pomarańcze i limonki wyciskami na ręcznej wyciskarce. Dodajemy olej lniany oraz łyżeczkę mielonego lnu złotego od Sante i porządnie wszystko mieszamy.

Powstałe soki łączymy ze sobą. Napój jest gotowy do spożycia.

Smacznego :)

wtorek, 26 maja 2015

"Wiem, co jem. Przepisy z programu." - Kasia Bosacka, Aleksandra Misztal

Tym razem, chcę Was zabrać w podróż po zdrowych i smacznych przepisach. Wszystko za sprawą książki jaka trafiła w moje ręce, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Publicat. Na początku, nie byłem do niej przekonany, bo jakoś nie przepadam za Panią Bosacką. Jednak po dogłębnej lekturze, stwierdziłem, że jest to wartościowa pozycja, która w niejednym domu powinna się znaleźć.


To, co na pewno spodobało mi się w książce to brak standardowego podziału na śniadania, obiady czy kolacje. W tej książce, wszystko podzielone jest w zupełnie inny sposób. Na przykład, rozdział "Co tygrysy lubią najbardziej", prezentuje przepisy na dania najczęściej pojawiające się w naszych domach. Jest tutaj pizza, frytki czy hamburger. Jednak wszystko w wersji na lekko, która na pewno przysłuży się naszym żołądkom.

                 

W książce znajdziecie też proste i bardziej skomplikowanej przepisy. Jednak zawsze będą to dania, które nie tylko mają sprawić, że poczujemy się lżejsi, ale tez dostarczyć naszemu organizmowi, potrzebnych witamin i mikroelementów.


Wszystko napisane jest prostym i lekkim językiem. Bardzo miło spędza się czas przy lekturze tej książki. Każdy z przepisów opatrzony jest krótkim wstępem. Znajdziemy w nich informacje o wartościach danej potrawy lub ciekawostki czy dane statystyczne na temat naszych nawyków żywieniowych. Jak dla mnie, pozycja godna uwagi. Polecam :)

czwartek, 21 maja 2015

Jajka faszerowane musem musztardowo - koperkowym

W moim życiu są różne okresy. Czasem miesiącami nie mogę patrzeć na jajka, żeby po tym czasie jeść je prawie codziennie. Wtedy też, wymyślam różne formy ich podania. Bawię się smakami, miksuje ze sobą różne faktury i tworzę mniej lub bardziej udane kombinacje smakowe. Moja dzisiejsza propozycja, jest jedną z tych udanych, która ma wyrazisty smak i nadaje się zarówno na śniadanie, jak i na przystawkę podczas wystawnej kolacji. Myślę, że przypadnie ona do gustu, każdemu kto nie może obejść się bez jajek w codziennej diecie.


Składniki:
8 jajek
4 łyżki jogurtu typu greckiego
1 pęczek koperku
1 łyżka musztardy dijon
soli o obniżonej zawartości sodu od Sante 
pieprz biały
słodka suszona papryka


                 

Przygotowanie:
Jajka gotujemy na twardo, studzimy i obieramy ze skorupek. 6 jajkom odcinamy górną część i wyciągamy ze środka żółtko. Wkładamy je do blendera, razem z 2 całymi jajkami. Blendujemy na jednolitą masę, którą następnie przekładamy do miski.

Do masy jajecznej dodajemy jogurt, musztardę oraz dwie szczypty słodkiej suszonej papryki. Wszystko razem porządnie mieszamy. Teraz dodajemy pokrojony drobno koperek oraz dodajemy, według własnego smaku soli o obniżonej zawartości sodu do Sante i pieprzu białego. Wszystko, jeszcze raz porządnie mieszamy.

Gotowy mus przekładamy do rękawa cukierniczego i napełniamy nim, wydrążonej wcześniej jajka. Każde jajko można udekorować na szczycie, odrobiną świeżego koperku.

Smacznego :)



wtorek, 19 maja 2015

"Jakubiak lokalnie" - Tomasz Jakubiak

Książka Tomasza Jakubiaka to na pewno coś, co warto mieć w swojej biblioteczce kulinarnej. Ja uwielbiam książki kulinarne. Jak mam gorszy dzień, to lubię sobie jakąś otworzyć i patrzeć na te wszystkie pyszne potrawy. Powiem Wam, że od razu robi mi się lepiej. Humor poprawił mi się również po lekturze książki "Jakubiak Lokalnie".


Sama struktura książki jest bardzo prosta. Podzielona jest na 5 rozdziałów, każdy prezentujące dania z innej bajki. Są tu przepisy na ryby, drób, mięso czerwone, desery i coś, co nie zawsze znajduje się w książkach kulinarnych, dania wegetariańskie i wegańskie. Jest, to ważne, bo coraz więcej osób decyduje się na dietę bez mięsa. Będą mieli, kolejną pozycję z której mogą czerpać inspiracje.



                 

Przepisy w książce, nie są specjalnie skomplikowane. Jednak, to co je wyróżnia, to przygotowanie z lokalnych składników i bardzo fajne wyczucie smaku, jakie autor w nie przelał. Ja osobiście, przygotowałem kilka dań z tej książki i smakowały mi bardzo. Myślę, że znajdzie się tutaj propozycja na wystawne kolacje, kameralne spotkania ze znajomymi czy też spokojny relaks z ukochanym/ukochaną. Polecam Wam serdecznie.

                 

P.S. Do stylizacji wykorzystałem serwis z linii Fryderyka, wykonany w zakładzie Porcelany Kristoff. Polecam Wam serdecznie ich wyroby, bo są przepiękne i naprawdę dobrze wykonane :)

poniedziałek, 18 maja 2015

Jagielnik, czyli sernik z kaszy jaglanej

W dzisiejszych czasach coraz częściej eksperymentujemy z różnymi produktami. Wyniki takich eksperymentów są niekiedy zaskakujące. Mnie zaskoczył ten, w którym wykorzystałem kasze jaglaną jako zamiennik sera w serniku. Efektem tego zabiegu, był właśnie pyszny i smacznych jagielnik. Ciasto idealne na spotkania ze znajomymi. Kremowe, a jednocześnie pełne smaku i mocno sycące. Polecam Wam, wypróbować go w swoich domach. Na pewno zaskoczycie się smakiem.



Składniki:
Masa:
około 200 gram kaszy jaglanej
4 szklanki mleka (użyłem 3,2%)
50 gram masła
1 puszka mleka kokosowego
2 łyżeczki cukru waniliowego
pół szklanki drobnego brązowego cukru
pół szklanki mąki ziemniaczanej


Spód do ciasta:
100 gram ciasteczek owsianych Sante
100 gram crunchy naturalnych Sante
50 gram masła
1 jajko
2 łyżki jogurtu naturalnego gęstego
pół szklanki mąki ziemniaczanej

Przygotowanie:
Spód do ciasta:
Ciasteczka i crunchy wkładamy do blendera i miksujemy na drobny proszek. Następnie przesypujemy do miski i dodajemy miękkie masło, jajko, mąkę ziemniaczaną i jogurt naturalny. Ręcznie wyrabiamy ciasto. Gotową masę przekładamy do wysmarowanej margaryną i wyspanej bułka tartą tortownicy. Wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy około 15 minut. U mnie, piekło się na funkcji gór-dół.

Masa:
Kasze jaglaną przekładamy na sitko i porządnie płuczemy. Następnie wrzucamy ją do gotującego się w garnku mleka. Zmniejszamy ogień i cały czas mieszając podgrzewamy kaszę. Po około 5 minutach, stopniowo zaczynamy dodawać masło. Gotujemy jeszcze około 10 minut. W sumie kasza, powinna dochodzić w mleko około 15 minut. Po tym czasie, zdejmujemy ją z ognia i dodajemy mleko kokosowe. Wszystko porządnie blendujemy na jednolitą masę.
Do gotowej masy, dodajemy cukier waniliowy, cukier brązowy oraz mąkę ziemniaczaną. Wszystko energicznie mieszamy do połączenia się składników.
Gotową masę przelewamy na podpieczony wcześniej spód i  wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy około 10 minut na funkcji góra-dół.

Ciasto po upieczeniu studzimy i wstawiamy na około 12h do lodówki. Po tym czasie, można je udekorować cukrem pudrem lub tak jak ja polewą czekoladową i migdałami.

Smacznego :)

                 



piątek, 24 kwietnia 2015

Kusku z papryką, cebulą, szczypiorkiem i limonką

Kuskus uwielbiam. Prosto się go przygotowuje i można się nim bawić na sto różnych sposobów. Będą do niego pasować i owoce morza, same warzywa, ale również na słodko będzie smakował wybornie. Tym razem, postanowiłem dodać do niego sok z limonki. Pomyślałem sobie, że fajnie podbije on jego smak. Postawiłem na połączenie wegetariańskie, bez użycia mięsa. No, bo przecież w domu wegetarianin, to trzeba mu jakoś dogodzić kulinarnie, raz na jakiś czas. Powiem Wam, że mój głodomorek była zadowolony. Mam nadzieję, że i Waszym łasuchom przypadnie to połączenie do gustu.


Składniki:
300 gram kaszy kuskus od Sante
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 zielona papryka
1 czerwona cebula
pęczek szczypiorku
2 limonki
sól
pieprz
1 łyżeczka słodkiej papryki
oliwa z oliwek do smażenia


Przygotowanie:
Kaszę kuskus od Sante przesypać do garnka i zalać wrzątkiem. Musi go być tyle, żeby poziom wody przekraczał poziom kuskus o około pół centymetra. Przykryć i odstawić na około 10 minut.

Kolorowe papryki umyć i pozbawić gniazd nasiennych. Następnie pokroić w kostkę.

Cebulę pokroić w drobną kosteczkę. Na patelni rozgrzać oliwę, a następnie wrzucić na nią cebulkę. Delikatnie ją zeszklić i dodać pokrojoną wcześniej paprykę. Smażyć wszystko na patelni przez około 7 minut. Następnie zdjąć z ognia i przełożyć wszystko do garnka z kuskusem. Dodać drobno posiekany szczypiorek. Delikatnie wszystko razem wymieszać.

W oddzielnej miseczce wycisnąć sok z dwóch limonek i dodać łyżeczkę słodkiej papryki. Następnie, energicznie wymieszać. Tak przygotowany dressing wlać do garnka z kuskusem, wymieszać.

Teraz wystarczy dodać soli i pieprzu, według Waszego smaku. Pyszne i szybkie danie, gotowe.

Smacznego :)


środa, 22 kwietnia 2015

Drink witaminowy z buraków, jabłek, natki pietruszki i marchewki

Dzisiaj chcę Was skusić na drinka witaminowego z burakiem. Wiem, że nie każdy je lubi, jednak są bardzo zdrowe i dobrze wpływają na ciśnienie i pracę serca. Warto raz na jakiś czas, uwzględniać je w swojej diecie. W tej wersji, jaką dzisiaj serwuję, burak smakuje super. Dodatek jabłek i marchewki, powoduje, że jego smak zupełnie się zmienia. Myślę, że przekona on, nawet najbardziej zagorzałych przeciwników. Na pewno jednak, smak tego drinka sprawi, że będziecie chcieli częściej sięgać po to wspaniałe warzywo.


Składniki:
1 kg buraków
1 kg jabłek
pęczek natki pietruszki
pół kilograma marchewki
sok wyciśnięty z 1 cytryny


Przygotowanie:
Buraki, jabłka i marchewkę należy umyć a następnie obrać. Kroimy wszystko na drobniejsze kawałki i przepuszczamy przez sokowirówkę.

Natkę pietruszki myjemy, szatkujemy i wrzucamy do blendera. Dodajemy sok z cytryny i wszystko razem blendujemy na jednolitą masę. Tak przygotowaną substancję, dodajemy do wcześniej przepuszczonych przez sokowirówkę warzyw i owoców.

Wszystko razem, porządnie mieszamy i możemy cieszyć się wspaniałym i zdrowym smakiem drinka.

Smacznego :)


poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Sałatka wiosenna z kaczką, sezamem i pomarańczami w sosie miodowo-musztardowym

Wiosna w tym roku jest bardzo zmienna. Raz nam serwuje ciepłe dni, innym razem powiewa chłodem. Jednak, jest sposób na to, żeby cieszyć się nią codziennie. Wystarczy wprowadzić ją do naszej kuchni. Ja tym razem, postawiłem na sałatkę. Zdecydowałem się na użycie pysznej piersi z kaczki w połączeniu z pomarańczem i sezamem. Bardzo lubię, takie właśnie zestawienie. Pomarańcz podbija smak kaczuszki, a pyszny sos na miodzie i musztardzie, dodaje fajnej słodyczy całości. Nie jest to danie trudne w przygotowaniu. Wystarczy kilka minut i można się cieszyć wspaniałym smakiem. Spróbujcie koniecznie.


Składniki:
1 pierś z kaczki
1 duży pomarańcz
opakowanie mieszanki sałat (ja użyłem Toskańskiej)
1 łyżka sezamu (u mnie od Sante)

Sos:
1 łyżka oliwy z oliwek
2 łyżki miodu
2 łyżki musztardy sarepskiej
1 łyżeczka soku z cytryny

                 

Przygotowanie:
Pierś z kaczki wyciągamy z lodówki na 15 minut przed smażeniem. Dokładnie nacinamy skórę, należy wykonać na niej nożem kratkę. Trzeba to robić sprawnie i delikatnie, żeby nie przeciąć mięsa, które znajduje się pod warstwą skóry/tłuszczyku.

Następnie nacieramy ją solą i pieprze z obu stron. Kładziemy na nagrzaną patelnie, skórą do dołu. Nie potrzeba tłuszczu, wytopi się on ze skóry. Smażymy na tej stronie 7 minut. Następnie przekładamy na drugą stroną i smażymy kolejne 4 minuty. Po tym czasie, ściągamy pierś z patelni i odkładamy na deskę, musi chwilkę odpocząć. 5 minut powinno wystarczyć. Po tym czasie, kroimy pierś na plastry.

Na talerz wykładamy, umytą wcześniej, mieszankę sałat. Pomarańcza obieramy ze skórki i kroimy w kostkę, którą następnie rozkładamy na naszej sałacie. Teraz wykładamy na górę, pokrojone wcześniej plastry piersi z kaczki.

Sos:
Do miseczki wlewamy oliwę z oliwek i dodajemy kolejno miód i musztardę. Wszystko razem energicznie mieszamy. Na końcu dodajemy sok z cytryny i znowu mieszamy do połączenia się składników.

Gotowym sosem polewamy naszą sałatkę. Na koniec posypujemy wszystko sezamem.

Smacznego :)




sobota, 28 lutego 2015

Styl życia - Luberseksualny, a nie lumpseksualny

Od jakiegoś czasu w modzie jest bycie lumberseksualnym. Co to oznacza? A mianowicie, chodzi tutaj o mężczyzn, którzy swoim wyglądem i zachowaniem mają manifestować typowo męskie cechy. Wyróżniają się oni, jeszcze nie dawno nie lubianą, brodą. Mogą posiadać tatuaże, chętnie sięgają po mięso w swojej diecie. Dodatkowo mają umiejętności, jakie powinien mieć każdy facet. Naprawią kran, zbudują szafkę w spiżarni i ogólnie pokażą, że to oni są samce i potrafią zaznaczyć swój teren.


Jednak trend ten, poszedł też w moim odczuciu ciut dalej. Na początku mówiło się, że taki facet nie dba, aż tak bardzo o kosmetyki i to jak wygląda. I tutaj, zaczyna się problem. Wielu facetów, brodaczy noszących flanelowe koszule w topornych butach i z czapką na głowie, nagle poczuła, że jest w trendzie. Najgorsze, że jest to ta grupa mężczyzn, która z antyperspirantem widzi się tylko, mijając półki w supermarkecie w drodze do sekcji monopolowej. Drodzy panowie, lumberseksualny nie oznacza lumpseskualny. Nie chodzi o to, żeby śmierdzieć i w ten sposób pokazywać swoją męskość. Broda, która nosicie, też nie może nosić znamion wczorajszego obiadu. Lumberseksualny facet dba o siebie, a jego wygląd nie jest przypadkowy.


Prawdziwy drwal, jak zwykło nazywać się facetów w tym trendzie, będzie miał zadbaną brodę i będzie do jej pielęgnacji używał specjalnych kosmetyków. Fryzura, też nie będzie efektem spotkania z gniazdkiem, tylko starannie ułożoną i dopracowaną konstrukcją. Swoim zapachem na ulicy, nie będzie powodował, że więdną kwiaty w rabatach. Prawdziwy drwal, będzie wyglądał lekko niechlujnie, ale w kontrolowany i dopracowany sposób. Dlatego też, jeśli uważasz, że jesteś lumberseksualny, najpierw sprawdź czy spod Twojej pachy nie wydobywa się zapach zakiszonej cebuli, a włosy nie widziały grzebienia od dnia ślubu. Bo, niezależnie jaki jesteś, przede wszystkim powinieneś być zadbanym facetem.

P.S. Broda nie doda nam męskości, bo to nie ona o niej świadczy. ;)


piątek, 27 lutego 2015

Torcik z kremem czekoladowym w polewie z ciemnej czekolady

Mimo zmiany diety, co jakiś czas będę serwował Wam również słodkości. To, że sam nie mogę ich zbytnio jeść, nie znaczy, że nie podejmuję w domu gości. Dzisiejszy torcik, przygotowałem na wizytę znajomych w sylwestra. Trochę mi się zeszło z opisaniem, jednak nie zawsze od razu po upieczeniu i zrobieniu zdjęć, wszystkie przepisy lądują na blogu. Czasem muszą nabrać, tak zwanej mocy, a ja muszę znaleźć w sobie motywację, żeby je opisać i zamieścić dla Was na blogu. Torcik, nadaje się na różne okazje. Ja, przygotowuję go, gdy jest mi źle i chce się trochę pocieszyć. Wy, też na pewno macie takie danie, które sprawiają Wam radość.


Składniki:
Biszkopt:
4 jajka
3/4 szklanki cukru
1 szklanka mąki tortowej od Lubelli
szczypta soli

Krem czekoladowy:
100 gram gorzkiej czekolady (u mnie 70%)
100 gram mlecznej czekolady
200 gram miękkiego masła
100 ml śmietany kremówki
3 łyżki cukru pudru
olejek pomarańczowy

Polewa:
100 gram masła
250 gram gorzkiej czekolady

Poncz:
100 ml spirytusu
sok wyciśnięty z połówki pomarańczy

                 

Przygotowanie:
Biszkopt:
Jajka wbijamy do misy miksera, Ważne żeby były w temperaturze pokojowej. Wsypujemy cukier i zaczynamy miksować przez około 2 minut. Po tym czasie, wyłączamy na chwilę mikser i pozwalamy, żeby cukier rozpuścił się w masie. Zostawmy naszą masę samą sobie na około 4 minuty. Gdy już cukier się rozpuści, znowu zaczynamy miksować. Tym razem, powinno nam to zająć około 5 minut. Masa musi być puszysta, delikatna i biała. Teraz dosypujemy mąkę i delikatnie łyżką, mieszamy naszą masę. Nie wykonujcie, zbyt gwałtownych ruchów, zależy nam na tym, żeby jak najwięcej powietrza, wtłoczonego podczas miksowania, zostało w masie. Gdy wszystko ładnie nam się połączy, przelewamy ciasto do wysmarowanej margaryna i wysypanej bułką tartą, małej formy do tortów. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 35 minut. Ja piekę na funkcji góra-dół. Gdy biszkopt nam się upiecze, nie wyciągajmy go z formy. Pozwólmy mu całkowicie ostygnąć. Chłodny biszkopt przecinamy na pół i każdą z połówek polewamy ponczem. 

Poncz:
Do szklanki wlewamy spirytus i sok pomarańczowy. Energicznie mieszamy do połączenia składników.

Krem:
W rondelku podgrzewamy naszą śmietankę. Gdy już będzie ciepła, wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę. Cały czas mieszamy, aż czekolada całkowicie nam się rozpuścić. Gdy to nastąpi, ściągamy całość z ognia i odstawiamy d ostudzenia. Tak, jak w przypadku biszkoptu, czekamy do całkowitego ostudzenia. Kiedy masa się studzi, w misce ucieramy mikserem masło razem z cukrem pudrem. Robimy to do momentu, aż powstanie nam puszysta i biała masa. Teraz wystarczy stopniowo dodawać wystudzoną czekoladę, cały czas miksując. Na koniec dodajemy trochę lejku pomarańczowego i delikatnie mieszamy. Gotową masę wykładamy na wcześniej ostudzony i przekrojony na pół biszkopt. Następnie, nakładamy na nią drugą połowę biszkoptu i wstawiamy na około 2 godziny do lodówki.

Polewa:
Czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej razem z masłem. Cały czas mieszamy, żeby składniki ładnie nam się połączyły. Gdy powstanie zwarta i jednolita masa, wylewamy ją na nasze ciasto i czekamy do ostygnięcia. Ja dla dekoracji dodałem jeszcze złote cukrowe kuleczki.

Smacznego :)



czwartek, 26 lutego 2015

Kilka słów o... mandarynkach

Mandarynki uwielbiam, mógłbym je jeść codziennie. Kiedy, jest na nie sezon, zawsze kupuje je często. Warto je mieć w swoich domach, bo poza swoim smakiem mają jeszcze wiele wartości, które dobrze wpływają na nasz organizm.


Zawierają choćby nobiletynę, która pomaga w walce z otyłością. Jednak ten flawanoid wspomaga również zapobieganie cukrzycy typu drugiego i dobrze wpływa na walkę z miażdżycą. Dzięki zawartości witamin A i C, idealnie wspomagają naszą odporność. Warto więc, jeść je w okresie podwyższonego ryzyka zachorowań, czyli jesienią i zimą.

                 

Zawarta w nich witamina A, poprawia również kondycję skóry i bardzo dobrze wpływa na nasze oczy. Chroni ona przed takimi chorobami jak jaskra czy zaćma. Mandarynki, warto podawać najmłodszym, gdyż bardzo dobrze wpływają na rozwój kości i stawów.

                 

Na koniec warto też dodać, że zawarte w nich przeciwutleniacze spowalniają procesy starzenia. Oczywiście, nie spowodują one, że nagle odmłodniejemy, jednak na pewno, regularne ich spożywanie, pozwoli nam dłużej cieszyć się witalnością naszej skóry i całego organizmu.

środa, 25 lutego 2015

Krupnik wegetariańśki

Krupnik, to była znienawidzona przeze mnie w dzieciństwie zupa. Jednak, im człowiek starszy tym mądrzejszy. Teraz ją uwielbiam. W okresach zimnych, przygotowuję tą zupę przynajmniej raz na dwa tygodnie. Dzięki zawartości kaszy, idealnie rozgrzeje nasz organizm, a swoim smakiem zaspokoi nawet najbardziej wybredne podniebienia. Dzisiaj przedstawiam Wam wersję wegetariańską, staram się nie jeść ciężkich zup na wywarach mięsnych. Dlatego też, zdecydowałem się na lżejszą wersję warzywną. Jeśli jednak, macie ochotę na mięsną wersję, wystarczy zamiast bulionu warzywnego, dodać mięsny. Jedno jest pewne, warto tą zupę przygotowywać raz na jakiś czas.


Składniki:
2 litry bulionu warzywnego
półtorej szklanki kaszy jęczmiennej średniej (ja lubię gęsty krupnik, dlatego daję tyle kaszy, jeśli lubicie rzadszy, dajcie szklankę albo pół)
1 średniej wielkości cebula
1 pietruszka
2 marchewki
kawałek pora
kawałek selera
2 ząbki czosnku
4 ziemniaki
3 liście laurowe
6 ziarenek ziela angielskiego
1 łyżka suszonego lubczyku
sól o obniżonej zawartości sodu od Sante
pieprz


Przygotowanie:
Do garnka z bulionem wrzucamy liście laurowe i ziele angielskie.

Marchewkę, pora, seler, pietruszkę i ziemniaki kroimy w kosteczkę.

Cebulę i czosnek obieramy ze skórki i opalamy nad palnikiem. Wrzucamy je do gotującego się bulionu wraz z pokrojoną marchewką, porem, selerem i pietruszką. Dorzucamy kaszę jęczmienną. Wszystko razem gotujemy przez około 15 minut.

Po tym czasie, dorzucamy obrane i pokrojone w kosteczkę ziemniaki. Wszystko razem gotujemy do miękkości warzyw i kaszy. Na koniec doprawiamy do smaku solą, lubczykiem i pieprzem.

Smacznego :)


wtorek, 24 lutego 2015

"Dieta Italiana" - Gino D'acampo

Kuchnie włoska zawsze kojarzyła mi się z makronem i kaloriami. Jednak, po przemyśleniu tego co widziałem będąc we Włoszech doszedłem do wniosku, że mało jest tam ludzi otyłych. Potem, zgłębiając temat dowiedziałem się, że Włosi jedzą mądrze i naprawdę zdrowo. Ich sekretem, są zdrowe i dobrej jakości produkty.


Gdy w mojej ręce trafiła książką "Dieta Italiana" z wielką ciekawością zacząłem ją studiować. Wstęp do niej, napisała dietetyczka Juliette Kellow, która odkrywa przed nami sekrety kuchni i zdrowia Włochów. Znajdziemy tutaj, wiele informacji o najczęściej używanych przez nich produktach oraz wiele mądrych tabelek, które pomogą nam w procesie odchudzania.

                 

Jeśli chodzi o same przepisy, to tak jak w poprzednich swoich książkach, Gino łączy tradycję z nowoczesnością. Receptury są proste, ale bogate w smaki i aromaty. Kilka wypróbowałem i naprawdę są pyszne. Wszystko podzielone jest według rodzajów posiłków. Znajdziecie tutaj pomysły na śniadania, przystawki, lunche, zupy i sałatki, makarony i risotto, ryby, mięs oraz desery. Wszystko w wersji lekkiej i przyjaznej dla naszych żołądków.


Na koniec, warto wspomnieć o zdjęciach. Proste, a zarazem przyciągające wzrok. Bardzo harmonijniej skomponowane. Wszystko składa się na naprawdę ciekawą i wartą posiadania pozycję.